Grotowski wielkim reformatorem teatru był
Pewnego wieczoru przed drzwiami Teatru Laboratorium, tłum widzów oczekiwał na otwarcie sali, której pojemność była jednak ograniczona. Przed wejściem stał sam Jerzy Grotowski i palcem dokonywał selekcji szczęśliwców:
"- Pan... i pani... i pan...". - wybierał mistrz.
- "I ja, jeszcze ja!" - odezwała się z tłumu kobieta.
- "A pani, to jeszcze długo, długo nie." - odpowiedział Grotowski.
Czy na podstawie anegdot, wspomnień, rekonstrukcji i opisu technik teatralnych można ukształtować prawdziwy obraz sylwetki Jerzego Grotowskiego? To pytanie zadaję sobie oglądając "Grotowski Non-Fiction" we Wrocławskim Teatrze Współczesnym.
Przedstawienie otwiera scena konferencji prasowej mającej na celu promocję książki o Grotowskim, powstałej w ciągu pracy nad spektaklem, a której autorami byli sami aktorzy. Rozbicie Grotowskiego na części pierwsze, poprzez oceny z różnych punktów widzenia jego twórczości, zdarzeń we wczesnym dzieciństwie oraz późniejszych podczas wędrówek po świecie, a także analizy jego charakteru na podstawie technik aktorskich jest interesującym zabiegiem. Jesteśmy świadkami psychoanalizy dokonywanej na naszych oczach przez ośmioro terapeutów. Ta perspektywa wraz z rozwojem sytuacji zmienia się i eksperci stają się pacjentami, którzy dokonują na sobie "grotowskiego" katharsis.
Punktem kulminacyjnym przedstawienia jest rekonstrukcja kontrowersyjnej sceny otwierającej "Apocalypsis cum figuris"*. Jest to ostatnie, uznane za najbardziej radykalne z dzieł artysty, które w roku 1976 za rozwiązłość i obrzydliwość skrytykował sam kardynał Stefan Wyszyński.
Odnoszę wrażenie, że scena została wybrana dość prowokacyjnie, choć nie można odmówić w niej kunsztu aktorskiego Moniki Stanek i Rafała Kronenbergera. Uwagę i sympatię widzów przykuła mniej kontrowersyjna scena Mariusza Bąkowskiego, w której w zabawny sposób przedstawił retrospekcję wizyty Jerzego Grotowskiego na dywaniku dygnitarza partyjnego, w związku z prowadzeniem teatru nie po myśli matki partii. Niestety, w sztuce pojawiają się również momenty przestoju, rozciągnięte przez długie monologi.
"Grotowski Non-Fiction" to spektakl stylizowany na koncepcję teatru ubogiego, a przynajmniej nawiązujący do jego elementów. Bez scenografii, rekwizytów, muzyki, za to w bliskości z widzem, stawianym go w roli aktora i angażowanym na scenie. Ta interakcja od samego początku spektaklu jest mocno, a czasami nawet brutalnie wykorzystywana. Tytuł sztuki nawiązuje do biografii sławnego polskiego reportażysty Ryszarda Kapuścińskiego. Grotowski również wiele podróżował poszukując inspiracji na świecie. Spektakl Katarzyny Kalwat nie jest jednak biografią Jerzego Grotowskiego. Nawet nie próbuje nim być. Odpowiadając na pytanie postawione na początku, nigdy nie poznamy prawdy o Grotowskim, choć nie dlatego, że nie zachowały się wspomnienia o nim, czy literatura oparta na jego badaniach. Był zbyt bogatym twórczo człowiekiem, aby cel taki osiągnąć. "Grotowski Non-Fiction" nakreśla jedynie namiastkę wielkiego reformatora teatru, pozostawiając spory niedosyt jego osoby.
reżyseria: Katarzyna Kalwat
tekst: Krzysztof Szekalski (na podstawie improwizacji aktorów)
koncepcja spektaklu: Katarzyna Kalwat, Zbigniew Libera
przestrzeń wizualna, fotografie: Zbigniew Libera
kuratorka projektu: Joanna Zielińska
muzyka: Hanka Klepacka
wideo: Tomasz Tyndyk
reżyseria: świateł Ewa Łuczak
realizacja świateł: Jacek Mieczkowski
realizacja dźwięku: Łukasz Pelc
realizacja wideo: Marcin Dominiak
inspicjentka: Elżbieta Kozak
Obsada:
z Wrocławskiego Teatru Współczesnego:
Ewelina Paszke-Lowitzsch
Zina Kerste
Mariusz Bąkowski
Jerzy Senator
z Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu:
Magdalena Maścianica
Monika Stanek
Rafał Kronenberger
Andrzej Jakubczyk
gościnnie
Krystyna Duniec
Roman Pawłowski
*Link do sławnej sceny Teatru Laboratorium zarejestrowanej we Włoszech (YouTube)
poniedziałek, 11 listopada 2019
sobota, 26 października 2019
Recenzja "Burdel na kółkach" - Ad Spectatores
My jesteśmy kokainiści umiarkowani
Zapnijcie pasy i trzymajcie się mocno, bo Ad Spectatores znów nie bierze jeńców. Tym razem zabiera nas do pewnego prywatnego mieszkania znajdującego się w kamienicy w centrum Wrocławia. Kamienicy, z której dobywają się odgłosy zawstydzające tę najsławniejszą z krakowskiego Podgórza. Witajcie zatem w najlepszym burdelu w okolicy, któremu daleko jednak do stereotypu znanego z dzielnicy czerwonych latarni. Już na pierwszy rzut oka, burdelmama jakaś nietypowa, a orgie przetkane są nieszporami.
Mama Mi, w tej roli Aleksandra Dytko-Masztalska, trzyma najlepszy dom publiczny w mieście w ryzach. Jak przystało na dobrą burdelmamę dba o klientów i poziom kadry pracowniczej. Krzykiem ustawi każdego, z pietyzmem dba o porządek w swoim przybytku, który prowadzi z prawdziwym namaszczeniem, można rzec, z iście religijną gorliwością. Wszechstronny Arek Cyran najlepiej sprawdza się w duetach, czy to z Aleksandrą Dytko-Masztalską w scenie rekrutacji nowego pracownika, czy też z Marcinem Chabowskim w scenie z "Matki" Witkacego. Ta scena to majstersztyk.
Spektakl miejscami szokuje bezpośredniością, co wrażliwsi widzowie chowają twarze w rękach przy libertyńskich scenach, ale oczywiście zawsze zerkają pomiędzy palcami. Panowie starają się nie patrzeć, zachowując resztki pruderii, którą ciężko zachować przy bezpruderyjnych postaciach granych przez świetne Pamelę Płachtij i Aleksandrę Prochownik. Mocną stroną spektaklu są rozpustne przyśpiewki, które zostają w głowie na długo po opuszczeniu murów teatru.
Spektakl od początku do końca trzyma widza w przyjemnym w napięciu. Akcja jest wartka, gagi śmieszne, a dialogi wciągające. "Burdel na kółkach" to spektakl który cieszy oko i ucho, choć czasem na widok niektórych scen swędzi nos. Idealny na randkę, jak i na prezent z okazji rocznicy dla rodziców. I pamiętajcie: ”Po wódce kokaina daleko lepiej działa. A przy tym jest to o wiele zdrowiej."
reżyseria: Maciej Masztalski
Scenografia i kostiumy: Ewa Beata Wodecka
Obsada:
Aleksandra Dytko-Masztalska
Pamela Płachtij
Aleksandra Prochownik
Arkadiusz Cyran
Marcin Chabowski
Marcin Misiura
Zapnijcie pasy i trzymajcie się mocno, bo Ad Spectatores znów nie bierze jeńców. Tym razem zabiera nas do pewnego prywatnego mieszkania znajdującego się w kamienicy w centrum Wrocławia. Kamienicy, z której dobywają się odgłosy zawstydzające tę najsławniejszą z krakowskiego Podgórza. Witajcie zatem w najlepszym burdelu w okolicy, któremu daleko jednak do stereotypu znanego z dzielnicy czerwonych latarni. Już na pierwszy rzut oka, burdelmama jakaś nietypowa, a orgie przetkane są nieszporami.
Mama Mi, w tej roli Aleksandra Dytko-Masztalska, trzyma najlepszy dom publiczny w mieście w ryzach. Jak przystało na dobrą burdelmamę dba o klientów i poziom kadry pracowniczej. Krzykiem ustawi każdego, z pietyzmem dba o porządek w swoim przybytku, który prowadzi z prawdziwym namaszczeniem, można rzec, z iście religijną gorliwością. Wszechstronny Arek Cyran najlepiej sprawdza się w duetach, czy to z Aleksandrą Dytko-Masztalską w scenie rekrutacji nowego pracownika, czy też z Marcinem Chabowskim w scenie z "Matki" Witkacego. Ta scena to majstersztyk.
Spektakl miejscami szokuje bezpośredniością, co wrażliwsi widzowie chowają twarze w rękach przy libertyńskich scenach, ale oczywiście zawsze zerkają pomiędzy palcami. Panowie starają się nie patrzeć, zachowując resztki pruderii, którą ciężko zachować przy bezpruderyjnych postaciach granych przez świetne Pamelę Płachtij i Aleksandrę Prochownik. Mocną stroną spektaklu są rozpustne przyśpiewki, które zostają w głowie na długo po opuszczeniu murów teatru.
Spektakl od początku do końca trzyma widza w przyjemnym w napięciu. Akcja jest wartka, gagi śmieszne, a dialogi wciągające. "Burdel na kółkach" to spektakl który cieszy oko i ucho, choć czasem na widok niektórych scen swędzi nos. Idealny na randkę, jak i na prezent z okazji rocznicy dla rodziców. I pamiętajcie: ”Po wódce kokaina daleko lepiej działa. A przy tym jest to o wiele zdrowiej."
reżyseria: Maciej Masztalski
Scenografia i kostiumy: Ewa Beata Wodecka
Obsada:
Aleksandra Dytko-Masztalska
Pamela Płachtij
Aleksandra Prochownik
Arkadiusz Cyran
Marcin Chabowski
Marcin Misiura
piątek, 14 października 2016
Recenzja "Nauki chodzenia" - Wrocławski Teatr Współczesny
Wędrówka po twórczości Tadeusza Różewicza
Na początku sezonu teatralnego 2016/2017 Wrocławski Teatr Współczesny przygotował spektakl "Nauka chodzenia" w reżyserii Pawła Miśkiewicza oprowadzający widzów po twórczości i życiu wybitnego wrocławskiego poety Tadeusza Różewicza. Wybór dzieł z niezwykle bogatego dorobku jest trudnym zadaniem. Nie łatwo uchwycić kolaż stylów literackich i stworzyć spójną całość, a w dodatku uniknąć płytkiego kompendium. Cel został osiągnięty, dzięki czemu publiczność ma okazję obejrzeć wyjątkowo wartościowe przedstawienie.
Całemu zespołowi należą się brawa. Jest to jedna z lepszych ról Jerzego Senatora. Przyjemnie ogląda się aktora grającego z tak dużą swobodą. Maria Kania ze swoim monologiem pochodzącym z "Kup kota w worku" zawłaszcza scenę. Jest ona najbardziej charakterystyczną aktorką młodego pokolenia we Współczesnym. Magnetyczna Krzesisława Dubielówna kolejny raz pokazała jak chwytać publiczność za gardło.
Muzykę w przedstawieniu dawkowano bardzo oszczędnie, a wielka szkoda, bo przyjemnie jest posłuchać harfy czy kontrabasu. Ukłony należą się muzykom Annie Pasić i Żeni Betlińskiemu. Otwartym pytaniem pozostawiam kwestię tego projekcje multimedialne wniosły dużo do przedstawienia. Moim zdaniem nie. Ponadto przeszkadzała praca świateł. Chaotyczne rozświetlanie widowni bez wyraźnego powodu przy jednoczesnym zaciemnianiu proscenium, gdy stoją na nim aktorzy, po prostu rozprasza i drażni.
Spektakl trwa 180 minut z jedną przerwą. Ani prez moment nie nuży, od początku do końca jest interesujący. Paweł Miśkiewicz idealnie rozłożył akcenty okazałej twórczości Różewicza. Pojedyncze sceny komponują się w spójną całość. W przedstawieniu ujęto ułożone chronologicznie wątki z prywatnego życia Różewicza. Na koniec sceny pochodzącej z fragmentu dramatu "Wyszedł z domu", aktorzy niczym w antycznej komedii zasypiają, w tym momencie akcja przenosi nas do innego utworu. Tego typu niuanse wzbogacają spektakl. "Nauka chodzenia" to obowiązkowy punkt na mapie teatralnej Wrocławia, nie tylko dla wielbicieli twórczości Tadeusza Różewicza, ale i szerokiej publiczności.
scenariusz i reżyseria: Paweł Miśkiewicz
konsultacje literackie: Maria Dębicz
scenografia: Barbara Hanicka
kostiumy: Hanka Podraza
projekcje, światło: Marek Kozakiewicz
ruch: Maćko Prusak
muzyka: Adam Skrzypek
przygotowanie wokalne: Magdalena Śniadecka
asystent reżysera: Grzegorz Jaremko, Marcin Kalisz, Elżbieta Kozak
inspicjentka: Elżbieta Kozak
Obsada:
Anna Błaut
Maria Kania
Anna Kieca
Ewelina Paszke-Lowitzsch
Krzysztof Boczkowski
Przemysław Kozłowski
Marcin Łuczak
Jerzy Senator
gościnnie: Krzesisława Dubielówna
muzycy: Anna Pasić [harfa], Żenia Betliński [kontrabas]
Na początku sezonu teatralnego 2016/2017 Wrocławski Teatr Współczesny przygotował spektakl "Nauka chodzenia" w reżyserii Pawła Miśkiewicza oprowadzający widzów po twórczości i życiu wybitnego wrocławskiego poety Tadeusza Różewicza. Wybór dzieł z niezwykle bogatego dorobku jest trudnym zadaniem. Nie łatwo uchwycić kolaż stylów literackich i stworzyć spójną całość, a w dodatku uniknąć płytkiego kompendium. Cel został osiągnięty, dzięki czemu publiczność ma okazję obejrzeć wyjątkowo wartościowe przedstawienie.
Całemu zespołowi należą się brawa. Jest to jedna z lepszych ról Jerzego Senatora. Przyjemnie ogląda się aktora grającego z tak dużą swobodą. Maria Kania ze swoim monologiem pochodzącym z "Kup kota w worku" zawłaszcza scenę. Jest ona najbardziej charakterystyczną aktorką młodego pokolenia we Współczesnym. Magnetyczna Krzesisława Dubielówna kolejny raz pokazała jak chwytać publiczność za gardło.
Muzykę w przedstawieniu dawkowano bardzo oszczędnie, a wielka szkoda, bo przyjemnie jest posłuchać harfy czy kontrabasu. Ukłony należą się muzykom Annie Pasić i Żeni Betlińskiemu. Otwartym pytaniem pozostawiam kwestię tego projekcje multimedialne wniosły dużo do przedstawienia. Moim zdaniem nie. Ponadto przeszkadzała praca świateł. Chaotyczne rozświetlanie widowni bez wyraźnego powodu przy jednoczesnym zaciemnianiu proscenium, gdy stoją na nim aktorzy, po prostu rozprasza i drażni.
Spektakl trwa 180 minut z jedną przerwą. Ani prez moment nie nuży, od początku do końca jest interesujący. Paweł Miśkiewicz idealnie rozłożył akcenty okazałej twórczości Różewicza. Pojedyncze sceny komponują się w spójną całość. W przedstawieniu ujęto ułożone chronologicznie wątki z prywatnego życia Różewicza. Na koniec sceny pochodzącej z fragmentu dramatu "Wyszedł z domu", aktorzy niczym w antycznej komedii zasypiają, w tym momencie akcja przenosi nas do innego utworu. Tego typu niuanse wzbogacają spektakl. "Nauka chodzenia" to obowiązkowy punkt na mapie teatralnej Wrocławia, nie tylko dla wielbicieli twórczości Tadeusza Różewicza, ale i szerokiej publiczności.
scenariusz i reżyseria: Paweł Miśkiewicz
konsultacje literackie: Maria Dębicz
scenografia: Barbara Hanicka
kostiumy: Hanka Podraza
projekcje, światło: Marek Kozakiewicz
ruch: Maćko Prusak
muzyka: Adam Skrzypek
przygotowanie wokalne: Magdalena Śniadecka
asystent reżysera: Grzegorz Jaremko, Marcin Kalisz, Elżbieta Kozak
inspicjentka: Elżbieta Kozak
Obsada:
Anna Błaut
Maria Kania
Anna Kieca
Ewelina Paszke-Lowitzsch
Krzysztof Boczkowski
Przemysław Kozłowski
Marcin Łuczak
Jerzy Senator
gościnnie: Krzesisława Dubielówna
muzycy: Anna Pasić [harfa], Żenia Betliński [kontrabas]
fot.Katarzyna Pałetko
fot.Katarzyna Pałetko
piątek, 9 września 2016
PROGRAM
JUBILEUSZU PANTOMIMA PORUSZA. 60 LAT
Wrocławski
Teatr Pantomimy zaprasza na wrześniowy przegląd jubileuszowych
spektakli PANTOMIMA
porusza.
W programie, obok przedstawień, są m.in. warsztaty i spotkania.
Wszystkie wydarzenia odbędą się na Scenie na Świebodzkim.
18 września 2016, godz. 17:00 –
HYDROKOSMOS, reż. Konrad Dworakowski
/po przedstawieniu o godz. 18:00
odbędą się warsztaty dla dzieci i ich rodziców/
19 września 2016, godz. 19:00 –
Tragiczne gry, reż. Henryk Tomaszewski /projekcja
ostatniego przedstawienia Henryka Tomaszewskiego/
20 września 2016, godz. 19:00 –
BATORY trans, reż. Martyna Majewska
21 września 2016, godz. 19:00 –
Leszek Bzdyl: Tomaszewski – przyczynek do remiksu /
Performing lecture
22, 23 września 2016, godz.
19:00 – Pustka. Pustynia. Nic., reż. Leszek
Bzdyl
24 września 2016, godz. 18:00 –
Teatr swój widzę kuliście /premiera publikacji o
Wrocławskim Teatrze Pantomimy/
25 września 2016, godz. 19:00 –
Bachantki, reż. Maćko Prusak
/godz. 17:00 – warsztaty przed
przedstawieniem/
BILETY
Cena karnetu: 60 zł
/karnet umożliwia wejście na wszystkie przedstawienia i wydarzenia
towarzyszące/
Cennik pojedynczych biletów:
Hydrokosmos – 25 zł (norm.),
20 zł (ulg.), 15 zł (grup.)
Pustka. Pustynia. Nic./ BATORY
trans/Bachantki– 30 zł (norm.), 20 zł(ulg.), 15 zł(grup.)
Leszek Bzdyl: Tomaszewski –
przyczynek do remiksu / Performing lecture - wstęp wolny
Tragiczne gry – wstęp wolny
Teatr swój widzę kuliście
/premiera publikacji – wstęp wolny
Warsztaty – wstęp wolny (z biletem
na przedstawienie/karnetem, po potwierdzonej wcześniej rejestracji)
Rezerwacje: Rezerwacje
miejsc na przedstawienia jest prowadzona pod numerem telefonu 71/337 21
03 od poniedziałku do piątku w godzinach 8:00-15:00.
Sprzedaż:
Sprzedaż zarezerwowanych
BILETÓW rusza od dnia 12 września /UWAGA! Ze względu na
przerwę urlopową Teatru Polskiego od dnia 12 września czynna
będzie TYLKO kasa przy Scenie Kameralnej, ul. Świdnicka 28/
Sprzedaż KARNETÓW prowadzona
jest w siedzibie WTP od pon. do pt. w godz. 8:00-15:00. Więcej
informacji: 71/337 21 03
Bachantki fot. Natalia Kabanow
BATORY trans fot. Bartłomiej Sowa
poniedziałek, 23 listopada 2015
Zapowiedź "Hydrokosmosu" we Wrocławskim Teatrze Pantomimy
27 listopada zapraszamy na premierę "Hydroskomosu" w reżyserii Konrada Dworakowskiego. Przedstawienie Wrocławskiego Teatru Pantomimy nawiązuje do „Małej syrenki” H. Ch. Andersena.
Pierwsza premiera w jubileuszowym sezonie wrocławskiej Pantomimy dedykowana jest młodym widzom. Akcja „Hydrokosmosu” rozgrywa się w dwóch równoległych światach – morskim i lądowym. Jest to opowieść o sile miłości i odwadze budzącej się w człowieku, który bardzo pragnie spełnienia swych uczuć. Choć oryginał baśni niesie ze sobą smutne skojarzenia, reżyser Konrad Dworakowski chce pokazać, że właśnie w samej miłości jest sens, w odwadze by do niej dążyć, w uczuciu, które nie poddaje się ocenie, w gotowości by sięgać do niej i zaryzykować wszystko.
Postać Małej Syrenki /Paula Krawczyk-Ivanov/ reinterpretuje pojęcia piękna, poświęcenia, miłości i odwagi sprowadzone do rangi sloganu czy karykatury i przywraca im pierwotne sensy. Główna bohaterka początkowo sama zdaje się być zawstydza czystym i bezpretensjonalnym uczuciem, o które tak trudno nam czasem powalczyć.
Przedstawienie dla widzów od 8 lat. Premiera 27 listopada 2015, godz. 16.00 na Scenie na Świebodzkim.
Reżyseria: Konrad Dworakowski
Kostiumy i scenografia: Maria Balcerek
Muzyka: Tomasz Krzyżanowski
Obsada: Paula Krawczyk-Ivanov, Izabela Cześniewicz, Agnieszka Charkot, Agnieszka Dziewa, Paulina Jóźwin, Agnieszka Kulińska, Sandra Kromer /gościnnie/, Anna Nabiałkowska, Monika Rostecka, Artur Borkowski, Anatoliy Ivanov, Jan Kochanowski, Mateusz Kowalski, Zbigniew Koźmiński, Krzysztof Roszko, Mariusz Sikorski, Piotr Sabat, Krzysztof Szczepańczyk
Produkcja przedstawienia dofinansowana jest ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Narodowego Centrum Kultury i budżetu Województwa Dolnego Śląska
Pierwsza premiera w jubileuszowym sezonie wrocławskiej Pantomimy dedykowana jest młodym widzom. Akcja „Hydrokosmosu” rozgrywa się w dwóch równoległych światach – morskim i lądowym. Jest to opowieść o sile miłości i odwadze budzącej się w człowieku, który bardzo pragnie spełnienia swych uczuć. Choć oryginał baśni niesie ze sobą smutne skojarzenia, reżyser Konrad Dworakowski chce pokazać, że właśnie w samej miłości jest sens, w odwadze by do niej dążyć, w uczuciu, które nie poddaje się ocenie, w gotowości by sięgać do niej i zaryzykować wszystko.
Postać Małej Syrenki /Paula Krawczyk-Ivanov/ reinterpretuje pojęcia piękna, poświęcenia, miłości i odwagi sprowadzone do rangi sloganu czy karykatury i przywraca im pierwotne sensy. Główna bohaterka początkowo sama zdaje się być zawstydza czystym i bezpretensjonalnym uczuciem, o które tak trudno nam czasem powalczyć.
Przedstawienie dla widzów od 8 lat. Premiera 27 listopada 2015, godz. 16.00 na Scenie na Świebodzkim.
Reżyseria: Konrad Dworakowski
Kostiumy i scenografia: Maria Balcerek
Muzyka: Tomasz Krzyżanowski
Obsada: Paula Krawczyk-Ivanov, Izabela Cześniewicz, Agnieszka Charkot, Agnieszka Dziewa, Paulina Jóźwin, Agnieszka Kulińska, Sandra Kromer /gościnnie/, Anna Nabiałkowska, Monika Rostecka, Artur Borkowski, Anatoliy Ivanov, Jan Kochanowski, Mateusz Kowalski, Zbigniew Koźmiński, Krzysztof Roszko, Mariusz Sikorski, Piotr Sabat, Krzysztof Szczepańczyk
Produkcja przedstawienia dofinansowana jest ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Narodowego Centrum Kultury i budżetu Województwa Dolnego Śląska
niedziela, 11 października 2015
Przytul stracha - recenzja
Nie takie strachy straszne
Niewiele jest spektakli we Wrocławiu dla młodego widza. Jest jednak kilka perełek, dzięki którym rodzice mogą zapewnić swoim pociechom dobrą rozrywkę, a przy okazji pomóc im złapać teatralnego bakcyla. "Przytul stracha" Kingi Maciejewskiej to interesująca przygoda, która przypadnie do gustu najmłodszym i tym trochę starszym widzom.
Przedstawienie opowiada o bohaterskiej Drużynie Antystrachów, która rzuciła wyzwanie przedziwnym wytworom dziecięcej fantazji. Jedną z tajemnic ich fachu jest to, że potworki tracą rezon, gdy są witane, a w myśl zasady 'poznaj swojego wroga' są wtedy dużo łatwiejsze do okiełzania. Fantastyczna scenografia i kostiumy autorstwa Barbary Szymczak i Anny Rymarz pobudzają wyobraźnię i są nieodłączną częścią całego przedstawienia. Głównym rekwizytem scenicznym jest nietypowy wynalazek nazwany strachoposkramiaczem, do którego trafiają kolejno napotkane strachy. O ile kostiumy wyglądają po prostu zabawnie, to lalki strachów zrobione zostały bardzo pomysłowo. Elementem wartym pochwalenia są również piosenki ułożone na podstawie wierszy Małgorzaty Strzałkowskiej. Każdy utwór skomponowano pod inny gatunek muzyczny. Łatwo wpadają w ucho i są chętnie śpiewane przez młodych widzów. Dużą zaletą są walory wokalne wszystkich aktorów.
Trudno jest przykuć uwagę wiercącej się publiczności w teatrze. Dlatego dobrym pomysłem jest spektakl interaktywny nie ograniczający się jedynie do artykułowanej integracji aktorów z widownią. Aktorzy zapraszają dzieci do tworzenia przedstawienia, dzięki czemu najmłodsi mogą aktywnie wpływać na przebieg akcji na scenie. Oprawa muzyczna oraz nieomal multimedialna scenografia przyciąga uwagę i sprawia, że "Przytul stracha" to idealna propozycja teatralna skierowana do młodego widza.
Scenariusz i reżyseria: Kinga Maciejewska
Muzyka / kier. muzyczne: Przemysław Michalak
Scenografia, lalki, kostiumy: Barbara Szymczak, Anna Rymarz
Obsada: Mateusz Grabowski, Klaudia Lewandowska, Dagmara Włoszek
Niewiele jest spektakli we Wrocławiu dla młodego widza. Jest jednak kilka perełek, dzięki którym rodzice mogą zapewnić swoim pociechom dobrą rozrywkę, a przy okazji pomóc im złapać teatralnego bakcyla. "Przytul stracha" Kingi Maciejewskiej to interesująca przygoda, która przypadnie do gustu najmłodszym i tym trochę starszym widzom.
Przedstawienie opowiada o bohaterskiej Drużynie Antystrachów, która rzuciła wyzwanie przedziwnym wytworom dziecięcej fantazji. Jedną z tajemnic ich fachu jest to, że potworki tracą rezon, gdy są witane, a w myśl zasady 'poznaj swojego wroga' są wtedy dużo łatwiejsze do okiełzania. Fantastyczna scenografia i kostiumy autorstwa Barbary Szymczak i Anny Rymarz pobudzają wyobraźnię i są nieodłączną częścią całego przedstawienia. Głównym rekwizytem scenicznym jest nietypowy wynalazek nazwany strachoposkramiaczem, do którego trafiają kolejno napotkane strachy. O ile kostiumy wyglądają po prostu zabawnie, to lalki strachów zrobione zostały bardzo pomysłowo. Elementem wartym pochwalenia są również piosenki ułożone na podstawie wierszy Małgorzaty Strzałkowskiej. Każdy utwór skomponowano pod inny gatunek muzyczny. Łatwo wpadają w ucho i są chętnie śpiewane przez młodych widzów. Dużą zaletą są walory wokalne wszystkich aktorów.
Trudno jest przykuć uwagę wiercącej się publiczności w teatrze. Dlatego dobrym pomysłem jest spektakl interaktywny nie ograniczający się jedynie do artykułowanej integracji aktorów z widownią. Aktorzy zapraszają dzieci do tworzenia przedstawienia, dzięki czemu najmłodsi mogą aktywnie wpływać na przebieg akcji na scenie. Oprawa muzyczna oraz nieomal multimedialna scenografia przyciąga uwagę i sprawia, że "Przytul stracha" to idealna propozycja teatralna skierowana do młodego widza.
Scenariusz i reżyseria: Kinga Maciejewska
Muzyka / kier. muzyczne: Przemysław Michalak
Scenografia, lalki, kostiumy: Barbara Szymczak, Anna Rymarz
Obsada: Mateusz Grabowski, Klaudia Lewandowska, Dagmara Włoszek
niedziela, 24 maja 2015
Recenzja "Koniec świata w Breslau" - Wrocławski Teatr Współczesny
Quo Vadis Teatrze Współczesny?
Ogromna akcja reklamowa, billboardy, plakaty, wywiady radiowe i telewizyjne zapowiadały superprodukcję na miarę teatralnej stolicy kraju. Przed pierwszym aktem zaczęło się nieźle. Nadzieję rozbudziła scenografia. Szczegółowy opis ulic, placów i budynków z książki zastąpił subtelnie neon z napisem Breslau. Na plus oceniam pomysł z windą, małe a cieszy, do pewnego momentu ożywiał niewartką akcję. Ducha cichego bohatera powieści Krajewskiego dało się poczuć. Co z fabułą? Na swojej stronie internetowej teatr tak opisuje pierwowzór: "Krajewski tworzy misterną intrygę, zręcznie wykorzystując wzory klasycznego kryminału i kreując własny, niesamowity świat." Ile z tego świata udało się przenieść w adaptacji? Niewiele.
Niesmaczne były przerysowane sceny wulgarnego seksu. Czy to "50 twarzy Mocka", czy może powieść detektywistyczna? Oczywiście kwintesencją kryminalnej zagadki są działania sekty morfinistów, jednak sama powieść to nie jest jedna wielka orgia. Większość scen erotycznych była dopowiedziana przez reżyserkę (np. gwałt na Mitzi, seks oralny Smolorza z Sophi). Według reżyser chodziło o pokazanie zgnilizny moralnej ówczesnego Wrocławia, szkoda że zabieg ten negatywnie wpłynął dramaturgię przedstawienia.
Nie udał się zaciąg najemny w postaci Konrada Imieli. Jego Eberhard Mock to infantylny alkoholik z problemami z potencją. Imiela jako pierwszy odtwórca miał niepowtarzalną szansę na wykreowanie postaci. Może na początek ustalmy fakty. Mock nie jest superbohaterem, daleko mu do Herkulesa Poirot. Najsławniejszy radca kryminalny Breslau to pijak, damski bokser, pomiatający ludźmi prostak. Ale ma nosa do ludzi, potrafi przesłuchiwać, zwraca uwagę na szczegóły. Do Mocka Krajewskiego czujemy odrazę, ale jednocześnie podziw. Na pewno nie jest to poczucie zażenowania towarzyszące degrengoladzie Mocka u Olsten. Jedyne co udało się przenieść Imieli z Capitolu to jego jarmarczność. O ile pewne zagrania w stylu filmu noir pasowały do kryminału, to politowanie budziło zaproszenie publiczności na scenę i wspólne harce. Bezbarwnie wypadł Tomasz Orpiński w roli Kurta Smolorza, nieprzekonująco zagrał Jerzy Senator jako dyrektor kryminalny. Nadzieję można pokładać w Poli Błasik (Sophi Mock), nie stworzyła kreacji, ale jak na tak ciężki debiut można uznać, że zagrała poprawnie. Oby jej następna rola kładła większy nacisk na jej zdolności aktorskie, a nie tylko na piękne ciało.
Broniłem Agnieszki Olsten po "Kotlinie", gdyż jak określano przesadnie jej spektakl, ta proekologiczna, feministyczna propaganda miała swoje uzasadnienie. Tak samo jak estetyczne wątki związane z astrologią. To wszystko jest w powieści Olgi Tokarczuk. W adaptacji Krajewskiego po prostu wieje nudą, a to wyrok dla kryminału.
Dlaczego drugi co do wielkości teatr we Wrocławiu traktowany jest przez publikę jak zło konieczne? Teatr stawia na młodych utalentowanych aktorów, w zespole ma kilka doświadczonych perełek. Tymczasem wizja dyrektora Marka Fiedora teatru niszowego kładzie tę scenę na kolana. Obawiam się, że po takim ciosie jak ten ostatni ciężko jej będzie się podnieść.
Ogromna akcja reklamowa, billboardy, plakaty, wywiady radiowe i telewizyjne zapowiadały superprodukcję na miarę teatralnej stolicy kraju. Przed pierwszym aktem zaczęło się nieźle. Nadzieję rozbudziła scenografia. Szczegółowy opis ulic, placów i budynków z książki zastąpił subtelnie neon z napisem Breslau. Na plus oceniam pomysł z windą, małe a cieszy, do pewnego momentu ożywiał niewartką akcję. Ducha cichego bohatera powieści Krajewskiego dało się poczuć. Co z fabułą? Na swojej stronie internetowej teatr tak opisuje pierwowzór: "Krajewski tworzy misterną intrygę, zręcznie wykorzystując wzory klasycznego kryminału i kreując własny, niesamowity świat." Ile z tego świata udało się przenieść w adaptacji? Niewiele.
Niesmaczne były przerysowane sceny wulgarnego seksu. Czy to "50 twarzy Mocka", czy może powieść detektywistyczna? Oczywiście kwintesencją kryminalnej zagadki są działania sekty morfinistów, jednak sama powieść to nie jest jedna wielka orgia. Większość scen erotycznych była dopowiedziana przez reżyserkę (np. gwałt na Mitzi, seks oralny Smolorza z Sophi). Według reżyser chodziło o pokazanie zgnilizny moralnej ówczesnego Wrocławia, szkoda że zabieg ten negatywnie wpłynął dramaturgię przedstawienia.
Nie udał się zaciąg najemny w postaci Konrada Imieli. Jego Eberhard Mock to infantylny alkoholik z problemami z potencją. Imiela jako pierwszy odtwórca miał niepowtarzalną szansę na wykreowanie postaci. Może na początek ustalmy fakty. Mock nie jest superbohaterem, daleko mu do Herkulesa Poirot. Najsławniejszy radca kryminalny Breslau to pijak, damski bokser, pomiatający ludźmi prostak. Ale ma nosa do ludzi, potrafi przesłuchiwać, zwraca uwagę na szczegóły. Do Mocka Krajewskiego czujemy odrazę, ale jednocześnie podziw. Na pewno nie jest to poczucie zażenowania towarzyszące degrengoladzie Mocka u Olsten. Jedyne co udało się przenieść Imieli z Capitolu to jego jarmarczność. O ile pewne zagrania w stylu filmu noir pasowały do kryminału, to politowanie budziło zaproszenie publiczności na scenę i wspólne harce. Bezbarwnie wypadł Tomasz Orpiński w roli Kurta Smolorza, nieprzekonująco zagrał Jerzy Senator jako dyrektor kryminalny. Nadzieję można pokładać w Poli Błasik (Sophi Mock), nie stworzyła kreacji, ale jak na tak ciężki debiut można uznać, że zagrała poprawnie. Oby jej następna rola kładła większy nacisk na jej zdolności aktorskie, a nie tylko na piękne ciało.
Broniłem Agnieszki Olsten po "Kotlinie", gdyż jak określano przesadnie jej spektakl, ta proekologiczna, feministyczna propaganda miała swoje uzasadnienie. Tak samo jak estetyczne wątki związane z astrologią. To wszystko jest w powieści Olgi Tokarczuk. W adaptacji Krajewskiego po prostu wieje nudą, a to wyrok dla kryminału.
Dlaczego drugi co do wielkości teatr we Wrocławiu traktowany jest przez publikę jak zło konieczne? Teatr stawia na młodych utalentowanych aktorów, w zespole ma kilka doświadczonych perełek. Tymczasem wizja dyrektora Marka Fiedora teatru niszowego kładzie tę scenę na kolana. Obawiam się, że po takim ciosie jak ten ostatni ciężko jej będzie się podnieść.
czwartek, 22 stycznia 2015
Recenzja - „Macht mir Spaβ” - Novy Ruch Teatr
Szklanka talentu, łyżka pomysłowej reżyserii, dwie garści dobrego humoru ze szczyptą interakcji z publicznością i oto mamy przepis na znakomitą komedię. Zróbcie nam tę przyjemność i usiądźcie wygodnie, ale nie zapomnijcie jednak zapiąć pasów, to nie będzie zwykłe gotowanie.
„Macht mir Spaβ” to reżyserski debiut Piotra Soroki i zarazem pierwsza propozycja Teatru Novy Ruch, którego zespół tworzą znane ze sceny Wrocławskiego Teatru Pantomimy aktorki Agnieszka Dziewa i Agnieszka Charkot. Przedstawienie tylko z pozoru traktuje o gotowaniu, ba, pieczenie muffinek to jedynie pretekst do spotkania dwóch silnych charakterów. Ich relacje to istny kocioł uczuć. Akcja zmienia się jak w kalejdoskopie, a nastroje jak sinusoida. Dzięki przemyślanemu scenariuszowi jesteśmy świadkami istnego popisu pantomimy z całym wachlarzem emocji jaki tylko może być odegrany za pomocą mimiki czy gestu.
Głównym atutem przedstawienia jest to, że wymiana pozytywnej energii na scenie przekłada się na ciepły odbiór publiczności. Duet grający lekko i z wdziękiem bardzo dobrze wywiązał się z zadania uprzyjemnienia widzom tego wieczoru. Nie tylko do mnie trafiło poczucie humoru twórców, co widać było po reakcjach tłumnie zgromadzonego na premierze audytorium. Pomysły na flirt z publicznością, skracanie dystansu, celny dowcip to wiodące zalety tej komedii.
Oprawa audiowizualna była bez fajerwerków, ale te zapewniła nam gra aktorska. Z przyjemnością obejrzałbym ten spektakl z muzyką na żywo, niekoniecznie klasyczną, a przykładowo z gitarą basową. Byłby to dodatkowy bodziec wymiany energii pomiędzy aktorami a publicznością. Warto wspomnieć o korespondujących z akcją na scenie animacjach będących nienachalnym, spójnym komentarzem. Kreacjom aktorskim towarzyszyły również świetnie dobrane kreacje kostiumowe.
Mam ochotę na więcej przyjemności od Novego Ruchu i z niecierpliwością czekam na ich nowe propozycje. Z pewnością wrocławska scena teatralna staje się ciekawsza dzięki tak obiecującym inicjatywom.
Następne przedstawienie:
27-28 marca
Obsada Agnieszka Charkot, Agnieszka Dziewa
Ruch i reżyseria Piotr Soroka
Design Adam Królikowski
Kostiumy RISK made in warsaw
Projekcje Marta Wyczółkowska
Światło Krzysztof Szczepańczyk
Współpraca Linda Parys, Tomasz Pastyrczyk
www.novyruchteatr.pl
„Macht mir Spaβ” to reżyserski debiut Piotra Soroki i zarazem pierwsza propozycja Teatru Novy Ruch, którego zespół tworzą znane ze sceny Wrocławskiego Teatru Pantomimy aktorki Agnieszka Dziewa i Agnieszka Charkot. Przedstawienie tylko z pozoru traktuje o gotowaniu, ba, pieczenie muffinek to jedynie pretekst do spotkania dwóch silnych charakterów. Ich relacje to istny kocioł uczuć. Akcja zmienia się jak w kalejdoskopie, a nastroje jak sinusoida. Dzięki przemyślanemu scenariuszowi jesteśmy świadkami istnego popisu pantomimy z całym wachlarzem emocji jaki tylko może być odegrany za pomocą mimiki czy gestu.
Głównym atutem przedstawienia jest to, że wymiana pozytywnej energii na scenie przekłada się na ciepły odbiór publiczności. Duet grający lekko i z wdziękiem bardzo dobrze wywiązał się z zadania uprzyjemnienia widzom tego wieczoru. Nie tylko do mnie trafiło poczucie humoru twórców, co widać było po reakcjach tłumnie zgromadzonego na premierze audytorium. Pomysły na flirt z publicznością, skracanie dystansu, celny dowcip to wiodące zalety tej komedii.
Oprawa audiowizualna była bez fajerwerków, ale te zapewniła nam gra aktorska. Z przyjemnością obejrzałbym ten spektakl z muzyką na żywo, niekoniecznie klasyczną, a przykładowo z gitarą basową. Byłby to dodatkowy bodziec wymiany energii pomiędzy aktorami a publicznością. Warto wspomnieć o korespondujących z akcją na scenie animacjach będących nienachalnym, spójnym komentarzem. Kreacjom aktorskim towarzyszyły również świetnie dobrane kreacje kostiumowe.
Mam ochotę na więcej przyjemności od Novego Ruchu i z niecierpliwością czekam na ich nowe propozycje. Z pewnością wrocławska scena teatralna staje się ciekawsza dzięki tak obiecującym inicjatywom.
Novy Ruch Teatr - Agnieszka Charkot i Agnieszka Dziewa, fot. Linda Parys
Następne przedstawienie:
27-28 marca
Obsada Agnieszka Charkot, Agnieszka Dziewa
Ruch i reżyseria Piotr Soroka
Design Adam Królikowski
Kostiumy RISK made in warsaw
Projekcje Marta Wyczółkowska
Światło Krzysztof Szczepańczyk
Współpraca Linda Parys, Tomasz Pastyrczyk
www.novyruchteatr.pl
niedziela, 11 stycznia 2015
Zapowiedź - „Macht mir Spaβ” - Novy Ruch Teatr
18 stycznia zapraszamy do ToTu (były Madness) na pierwszą w tym roku wrocławską premierę Teatru Novy
Ruch. Będzie to historia o przyjemnościach, która rozgrywa się w studio
nagraniowym programu kulinarnego „Macht mir Spaβ”, w którym dwie prowadzące, na
wzór „Perfekcyjnej Pani Domu”, przygotowują słodkie, jak one same, muffiny.
Niestety, w biegu zdarzeń, natłoku obowiązków i telewizyjnych póz okazuje się,
że „Perfekcyjne Panie Domu” wpadają w ciąg niespodziewanych zdarzeń, a w tle
komplikacji pojawia się mściwa zbrodnia. Historia koczy się jednak happy endem,
a obie Panie żyły długo i szczęśliwie. Jak w bajce!
„Macht mir Spaβ” utrzymane jest w konwencji komedii absurdu. W przedstawieniu wykorzystano technikę pantomimy oraz elementy teatru tańca i projekcje multimedialne.
Przedstawienie powstało bez wsparcia finansowego Ministerstwa
Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz instytucji Wrocław 2016.
Novy Ruch Teatr „Macht mir Spaβ”
Obsada: Agnieszka Charkot, Agnieszka Dziewa
Ruch i reżyseria: Piotr Soroka
Design: Adam Królikowski
Kostiumy: RISK made in warsaw
Projekcje: Marta Wyczółkowska
Światło: Krzysztof Szczepańczyk
Współpraca: Linda Parys, Agnieszka Jarosz, Tomasz Pastyrczyk
PREMIERA:
18 stycznia 2015, godz. 19.00
ToTu, ul. Hubska 6, Wrocław
Bilety: 10/15 zł*
Obsada: Agnieszka Charkot, Agnieszka Dziewa
Ruch i reżyseria: Piotr Soroka
Design: Adam Królikowski
Kostiumy: RISK made in warsaw
Projekcje: Marta Wyczółkowska
Światło: Krzysztof Szczepańczyk
Współpraca: Linda Parys, Agnieszka Jarosz, Tomasz Pastyrczyk
PREMIERA:
18 stycznia 2015, godz. 19.00
ToTu, ul. Hubska 6, Wrocław
Bilety: 10/15 zł*
*Bilety dostępne w kasie ToTu 30 minut przed spektaklem.
*Rezerwacja mailowa: kontakt.totu@gmail.com
*Rezerwacja SMS: 531 669 353
*Rezerwacja mailowa: kontakt.totu@gmail.com
*Rezerwacja SMS: 531 669 353
Novy Ruch Teatr - Agnieszka Charkot i Agnieszka Dziewa, fot. Linda Parys
środa, 10 grudnia 2014
Warsztaty z Konradem Dworakowskim w Teatrze Pantomimy
W najbliższą sobotę wyjątkowa możliwość wzięcia udziału w warsztatach w ramach Akcji: EDUKACJA z Konradem Dworakowskim – wielokrotnie nagradzanym reżyserem teatralnym, dyrektorem Teatru Pinokio w Łodzi.
W związku z licznymi pytaniami o możliwość udziału w sobotnich warsztatach z Konradem Dworakowskim - udostępniamy dla Was 5 miejsc! Jednorazowy udział w warsztatach z Konradem Dworakowskim w ramach "Akcji: EDUKACJA" w dn. 13 grudnia kosztuje 50 zł. Zajęcia trwają 3 godziny (10.30-13.30), miejsce: siedziba WTP - Aleja Dębowa 16. Zapisy: 71/337 21 03 i pio.soroka@gmail.com. Warsztaty skierowany do osób w wieku 16-22. DECYDUJE KOLEJNOŚĆ ZGŁOSZEŃ!
Konrad Dworakowski o warsztatach: Chciałbym Wam zaproponować warsztat oddychającego papieru, poprzedzony rozgrzewkową dawką improwizacji, a właściwie gier impro, takich na wyczuwanie się w grupie, słuchanie, skupienie. Potem będzie trochę o oddechu, ale już z udziałem papieru. Podczas warsztatu oddychającego papieru wyprowadzam również podstawy działań z materii teatru przedmiotu i teatru wizualnego. Zapraszam!
Akcja: EDUKACJA to projekt teatralny, łączący zajęcia teoretyczne i praktyczne w spójną całość. Wrocławski Teatr Pantomimy przygotował bogatą ofertę edukacyjną, która daje uczestnikom możliwość rozwinięcia nowych kompetencji i umiejętności związanych z aktorstwem oraz innymi artystycznymi funkcjami niezbędnymi do pracy i działalności w sektorze kultury. Różnorodne formy zajęć, odpowiednio dostosowane do wieku i umiejętności, będą okazją do głębszego i aktywnego kontaktu ze współczesnym życiem teatralnym, poznania specyfiki pracy w teatrze, zmierzenia się z wyobrażeniami i rzeczywistością bycia twórcą, aktorem, czy animatorem życia teatralnego. Pantomima stwarza niepowtarzalną przestrzeń dla twórczych postaw i eksperymentów, w której uczestnicy pracować będą na konkretny efekt finałowy zaprezentowany publiczności. Jednym słowem – wyjątkowy projekt dla wyjątkowych ludzi! Uczestnicy warsztatów Akcji: EDUKACJA będą mieli okazję pracować z najlepszymi artystami, pedagogami i teoretykami teatru, którzy przygotowali specjalny program zajęć, których nie ma nigdzie indziej!
Projekt Akcja: EDUKACJA dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego i budżetu Województwa Dolnośląskiego.
W związku z licznymi pytaniami o możliwość udziału w sobotnich warsztatach z Konradem Dworakowskim - udostępniamy dla Was 5 miejsc! Jednorazowy udział w warsztatach z Konradem Dworakowskim w ramach "Akcji: EDUKACJA" w dn. 13 grudnia kosztuje 50 zł. Zajęcia trwają 3 godziny (10.30-13.30), miejsce: siedziba WTP - Aleja Dębowa 16. Zapisy: 71/337 21 03 i pio.soroka@gmail.com. Warsztaty skierowany do osób w wieku 16-22. DECYDUJE KOLEJNOŚĆ ZGŁOSZEŃ!
Konrad Dworakowski o warsztatach: Chciałbym Wam zaproponować warsztat oddychającego papieru, poprzedzony rozgrzewkową dawką improwizacji, a właściwie gier impro, takich na wyczuwanie się w grupie, słuchanie, skupienie. Potem będzie trochę o oddechu, ale już z udziałem papieru. Podczas warsztatu oddychającego papieru wyprowadzam również podstawy działań z materii teatru przedmiotu i teatru wizualnego. Zapraszam!
Akcja: EDUKACJA to projekt teatralny, łączący zajęcia teoretyczne i praktyczne w spójną całość. Wrocławski Teatr Pantomimy przygotował bogatą ofertę edukacyjną, która daje uczestnikom możliwość rozwinięcia nowych kompetencji i umiejętności związanych z aktorstwem oraz innymi artystycznymi funkcjami niezbędnymi do pracy i działalności w sektorze kultury. Różnorodne formy zajęć, odpowiednio dostosowane do wieku i umiejętności, będą okazją do głębszego i aktywnego kontaktu ze współczesnym życiem teatralnym, poznania specyfiki pracy w teatrze, zmierzenia się z wyobrażeniami i rzeczywistością bycia twórcą, aktorem, czy animatorem życia teatralnego. Pantomima stwarza niepowtarzalną przestrzeń dla twórczych postaw i eksperymentów, w której uczestnicy pracować będą na konkretny efekt finałowy zaprezentowany publiczności. Jednym słowem – wyjątkowy projekt dla wyjątkowych ludzi! Uczestnicy warsztatów Akcji: EDUKACJA będą mieli okazję pracować z najlepszymi artystami, pedagogami i teoretykami teatru, którzy przygotowali specjalny program zajęć, których nie ma nigdzie indziej!
Projekt Akcja: EDUKACJA dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego i budżetu Województwa Dolnośląskiego.
niedziela, 28 września 2014
Recenzja "Cyrku Šardam" w reż. Elżbiety Bednarskiej
Jakiż to był wieczór! Od samego początku zapowiadało się interesująco i tajemniczo. Zamiast w cyrkowym namiocie spotkaliśmy się w surowych murach Galerii Browaru Mieszczańskiego, gdzie przywitała nas chóralnym szeptem grupa klaunów. Witajcie zatem w Cyrku Šardam, cyrku niezwykłym i magicznym, gdzie zabawa spotyka się z refleksją, a wszystko okraszone jest świetnym poczuciem humoru.
W tym cyrku wszystko jest możliwe! Na początku przez arenę przegalopował Robert Roberovic Lepjochin, nie zagrzał jednak długo na niej miejsca, gdyż na scenę wstąpiła wspaniała balerina, słynna Arabella, która zachwyciła swoim tańcem tłumnie zgromadzoną publiczność.
Szkoda Vertunova (świetnie zagrana postać). Jego marzeniem jest zagrać w cyrku, jednak ani pokaz latania, ani udawanie osiołka czy świnki nie przypadły dyrekcji (wspaniały duet) do gustu. Niezrażony kolejnymi niepowodzeniami Vertunov bawił ludzi swoimi popisami, a do jego śmiechu nie sposób było się nie przyłączyć. Popisy tego bohatera, mimo iż mało widowiskowe, porywały publiczność raz za razem, a gdyby tylko angaż na arenie cyrkowej uzależniony był od sympatyczności postaci, pracę w cyrku miałby pewną jak w banku.
Uwaga, gdyż na scenę wkroczyła Matylda Huu-to-Huu (świetny akcent!), która swoim temperamentem i pewnością siebie idealnie zagrała POSH, Brytyjkę z wyższych sfer, budząc respekt nie tylko wśród pozostałych artystów czy dyrekcji teatru, ale również wśród publiczności. Jej występ z Pinky przypominał złote czasy Monty Pythona, a sama scena pantomimiczna wielkiej ryby zagrana przez grupę aktorek zaczarowała publikę. Pięknie wykonany bardzo dobry pomysł reżyserski.
Na miano punktu kulminacyjnego pokazu zasługuje występ fakira. Z niezwykłą swobodą i profesjonalizmem flirtował z publicznością trzymając ją w przyjemnym napięciu. Zawłaszczył ją sobie na wyłączność od pierwszej do ostatniej sekundy obecności na scenie.
Nie można pominąć oprawy muzyczno-wizualnej przedstawienia. Piękna gra świateł idealnie oddawała nie tylko nastrój sceniczny, ale przede wszystkim stworzyła iluzję prawdziwego, kolorowego cyrku. Robert Kamalski swoją muzyką na żywo doskonale wpasował się w poszczególne sekwencje na scenie.
Elżbieta Bednarska, reżyser przedstawienia, stworzyła spektakl opierając się na tekście Daniila Charmsa, rosyjskiego dramaturga. Powstał wielowątkowy świat, w którym elementy humorystyczne przeplatają się z refleksyjnymi, tworząc kolorowy kalejdoskop. Reżyser zaprosiła do współpracy podopieczne z Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii nr 2 we Wrocławiu. Na scenie jednak oglądaliśmy, choć nie zawodowych (ale wszystko zależy od chęci) to profesjonalnych artystów, którzy grali nie tylko na pierwszym, ale również na drugim planie. Wszechstronnie uzdolnione aktorki przygotowały magiczny wieczór, który mimo iż nie powtórzy się już na scenie, to długo będzie rozpamiętywany w naszej pamięci.
Przedstawienie powstało w ramach projektu "Homo ludens" realizowanego przez Fundację Spotkania.
Reżyseria, przekład i koordynacja projektu
Elżbieta Bednarska
Trening
Paolo Masini
Muzyka
Robert Kamalski
Wsparcie pedagogiczne
Elżbieta Kocimska
Izabela Szczot
Katarzyna Motzko
Obsada
Aleksandra Duda
Michalina Hnat
Marta Hromiak
Julita Jarecka
Irena Kujawa
Ada Mruk
Nicoll Ostrowska
Weronika Oziembała
Andżela Rabstein
Katarzyna Stankiewicz
Natalia Wosiek
Andżelika Wójcik
W tym cyrku wszystko jest możliwe! Na początku przez arenę przegalopował Robert Roberovic Lepjochin, nie zagrzał jednak długo na niej miejsca, gdyż na scenę wstąpiła wspaniała balerina, słynna Arabella, która zachwyciła swoim tańcem tłumnie zgromadzoną publiczność.
Szkoda Vertunova (świetnie zagrana postać). Jego marzeniem jest zagrać w cyrku, jednak ani pokaz latania, ani udawanie osiołka czy świnki nie przypadły dyrekcji (wspaniały duet) do gustu. Niezrażony kolejnymi niepowodzeniami Vertunov bawił ludzi swoimi popisami, a do jego śmiechu nie sposób było się nie przyłączyć. Popisy tego bohatera, mimo iż mało widowiskowe, porywały publiczność raz za razem, a gdyby tylko angaż na arenie cyrkowej uzależniony był od sympatyczności postaci, pracę w cyrku miałby pewną jak w banku.
Uwaga, gdyż na scenę wkroczyła Matylda Huu-to-Huu (świetny akcent!), która swoim temperamentem i pewnością siebie idealnie zagrała POSH, Brytyjkę z wyższych sfer, budząc respekt nie tylko wśród pozostałych artystów czy dyrekcji teatru, ale również wśród publiczności. Jej występ z Pinky przypominał złote czasy Monty Pythona, a sama scena pantomimiczna wielkiej ryby zagrana przez grupę aktorek zaczarowała publikę. Pięknie wykonany bardzo dobry pomysł reżyserski.
Na miano punktu kulminacyjnego pokazu zasługuje występ fakira. Z niezwykłą swobodą i profesjonalizmem flirtował z publicznością trzymając ją w przyjemnym napięciu. Zawłaszczył ją sobie na wyłączność od pierwszej do ostatniej sekundy obecności na scenie.
Nie można pominąć oprawy muzyczno-wizualnej przedstawienia. Piękna gra świateł idealnie oddawała nie tylko nastrój sceniczny, ale przede wszystkim stworzyła iluzję prawdziwego, kolorowego cyrku. Robert Kamalski swoją muzyką na żywo doskonale wpasował się w poszczególne sekwencje na scenie.
Elżbieta Bednarska, reżyser przedstawienia, stworzyła spektakl opierając się na tekście Daniila Charmsa, rosyjskiego dramaturga. Powstał wielowątkowy świat, w którym elementy humorystyczne przeplatają się z refleksyjnymi, tworząc kolorowy kalejdoskop. Reżyser zaprosiła do współpracy podopieczne z Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii nr 2 we Wrocławiu. Na scenie jednak oglądaliśmy, choć nie zawodowych (ale wszystko zależy od chęci) to profesjonalnych artystów, którzy grali nie tylko na pierwszym, ale również na drugim planie. Wszechstronnie uzdolnione aktorki przygotowały magiczny wieczór, który mimo iż nie powtórzy się już na scenie, to długo będzie rozpamiętywany w naszej pamięci.
Przedstawienie powstało w ramach projektu "Homo ludens" realizowanego przez Fundację Spotkania.
Reżyseria, przekład i koordynacja projektu
Elżbieta Bednarska
Trening
Paolo Masini
Muzyka
Robert Kamalski
Wsparcie pedagogiczne
Elżbieta Kocimska
Izabela Szczot
Katarzyna Motzko
Obsada
Aleksandra Duda
Michalina Hnat
Marta Hromiak
Julita Jarecka
Irena Kujawa
Ada Mruk
Nicoll Ostrowska
Weronika Oziembała
Andżela Rabstein
Katarzyna Stankiewicz
Natalia Wosiek
Andżelika Wójcik
poniedziałek, 22 września 2014
Zapowiedź "Cyrku Šardam" w reż. Elżbiety Bednarskiej w Galerii Browaru Mieszczańskiego
W piątek 26 września zapraszamy na spektakl teatralny "Cyrk Šardam" w ramach projektu "Homo ludens" realizowanego przez
Fundację Spotkania z udziałem dziewcząt z Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii nr 2 we Wrocławiu.
Proszę wchodzić! Zapraszamy! W maneżu czekają na was klauni, akrobaci, siłacze i fakirzy, niewiarygodna wirtuozeria, artystyczne popisy i... Vertunov. Obywatel Vertunov potrafi wszystko: biega, szczeka, lata, jest po prostu wspaniały. Dlaczego więc nie może wystąpić? Gdyż nie pozwala mu na to dyrektor. A jednak Vertunova zobaczymy na scenie...
W oparciu o tekst Daniila Charmsa, "walczącego ze zdrowym rozsądkiem, nudą i przeciętnością", powstaje wieczór pełen absurdu i humoru. Daniil Charms urodził się w w St. Petersburgu w 1905 roku i umarł zagłodzony w sowieckim więzieniu w roku 1942. Miłośnik muzyki, poezji, dzieci i dorosłych, kochany i prześladowany. W jego dziełach komedia i tragedia nakładają się na siebie i tworzą nieobliczalny, zwodniczy świat.
Reżyseria, przekład i koordynacja projektu:
Elżbieta Bednarska
Trening:
Paolo Masini
Muzyka:Robert Kamalski
Wsparcie pedagogiczne:
Elżbieta Kocimska
Izabela Szczot
Katarzyna Motzko
Obsada
Aleksandra Duda
Michalina Hnat
Marta Hromiak
Julita Jarecka
Irena Kujawa
Ada Mruk
Nicoll Ostrowska
Weronika Oziembała
Andżela Rabstein
Katarzyna Stankiewicz
Natalia Wosiek
Andżelika Wójcik
Proszę wchodzić! Zapraszamy! W maneżu czekają na was klauni, akrobaci, siłacze i fakirzy, niewiarygodna wirtuozeria, artystyczne popisy i... Vertunov. Obywatel Vertunov potrafi wszystko: biega, szczeka, lata, jest po prostu wspaniały. Dlaczego więc nie może wystąpić? Gdyż nie pozwala mu na to dyrektor. A jednak Vertunova zobaczymy na scenie...
W oparciu o tekst Daniila Charmsa, "walczącego ze zdrowym rozsądkiem, nudą i przeciętnością", powstaje wieczór pełen absurdu i humoru. Daniil Charms urodził się w w St. Petersburgu w 1905 roku i umarł zagłodzony w sowieckim więzieniu w roku 1942. Miłośnik muzyki, poezji, dzieci i dorosłych, kochany i prześladowany. W jego dziełach komedia i tragedia nakładają się na siebie i tworzą nieobliczalny, zwodniczy świat.
Reżyseria, przekład i koordynacja projektu:
Elżbieta Bednarska
Trening:
Paolo Masini
Muzyka:Robert Kamalski
Wsparcie pedagogiczne:
Elżbieta Kocimska
Izabela Szczot
Katarzyna Motzko
Obsada
Aleksandra Duda
Michalina Hnat
Marta Hromiak
Julita Jarecka
Irena Kujawa
Ada Mruk
Nicoll Ostrowska
Weronika Oziembała
Andżela Rabstein
Katarzyna Stankiewicz
Natalia Wosiek
Andżelika Wójcik
niedziela, 16 marca 2014
Zapowiedź "Pięćdziesięciu z Fukushimy" - Ad Spectatores
21, 22 oraz 23 marca zapraszamy na premierę w Browarze Mieszczańskim. "Pięćdziesięciu z Fukushimy" w reżyserii Macieja Masztalskiego to specjalność Teatru Ad Spectatores, czyli thriller z domieszką surrealizmu. Rozrywka na najwyższym poziomie w sam raz na przywitanie wiosny.
Mijasz ich co dzień na ulicy. Czasem kilkanaście razy w ciągu doby. Nieznaczny obrót głowy, gwałtowne spojrzenie. W głowie pozostaje nieostry obraz. Widziałeś ich? Czujesz na ramieniu czyjąś dłoń. Dotykają Cię prawie codziennie. Nikt nie wie kim są. Nikt nie zna miejsca ich pobytu. Wiadomo jedynie ilu ich jest.
Kiedy zabili piętnastu, wybuchł Wezuwiusz.
Zlikwidowali dwudziestusześciu, a Czarna Śmierć zmiotła blisko połowę mieszkańców Europy.
Zamordowali siedemnastu, rozpoczęła się inkwizycja.
Wyeliminowano trzydziestu trzech, Żółta Rzeka w Chinach wystąpiła z brzegów.
Pozbyli się czterdziestu, Amerykanie zrzucili bombę w Nagasaki.
Jeden człowiek wiedział kim są…
reżyseria: Maciej Masztalski
scenografia: Ewa Beata Wodecka
obsada: Anita Balcerzak, Aleksandra Dytko, Martyna Witowska, Marcin Chabowski, Włodzimierz Chomiak, Arkadiusz Cyran, Łukasz Chojęta
Mijasz ich co dzień na ulicy. Czasem kilkanaście razy w ciągu doby. Nieznaczny obrót głowy, gwałtowne spojrzenie. W głowie pozostaje nieostry obraz. Widziałeś ich? Czujesz na ramieniu czyjąś dłoń. Dotykają Cię prawie codziennie. Nikt nie wie kim są. Nikt nie zna miejsca ich pobytu. Wiadomo jedynie ilu ich jest.
Kiedy zabili piętnastu, wybuchł Wezuwiusz.
Zlikwidowali dwudziestusześciu, a Czarna Śmierć zmiotła blisko połowę mieszkańców Europy.
Zamordowali siedemnastu, rozpoczęła się inkwizycja.
Wyeliminowano trzydziestu trzech, Żółta Rzeka w Chinach wystąpiła z brzegów.
Pozbyli się czterdziestu, Amerykanie zrzucili bombę w Nagasaki.
Jeden człowiek wiedział kim są…
reżyseria: Maciej Masztalski
scenografia: Ewa Beata Wodecka
obsada: Anita Balcerzak, Aleksandra Dytko, Martyna Witowska, Marcin Chabowski, Włodzimierz Chomiak, Arkadiusz Cyran, Łukasz Chojęta
czwartek, 13 lutego 2014
Recenzja "Historia brzydoty" - Wrocławski Teatr Pantomimy
"Raz, dwa, trzy... znikasz ty!"
Mówi się, że anoreksja jest chorobą duszy. Mylnie uważa się ją za chorobę współczesną oraz że główną jej przyczyną są projektanci mody czy też reklamy promujące nadmiernie wychudzone ciało. Tak zwany efekt mass mediów kreujący wzorzec piękna jest tylko jednym z wielu bodźców, który musi trafić na podatny grunt. Anna Piotrowska bynajmniej nie odpowiada na pytanie jakie są przyczyny tej choroby. Jej spektakl nie jest poradnikiem wyprowadzającym z tego stanu, a raczej pamiętnikiem uzewnętrzniającym bezsilną walkę z boginią Aną.
Reżyser posłużyła się wieloma środkami wyrazu, na jej artystyczny collage składa się oczywiście szeroko rozumiany teatr ruchu (pantomima, taniec) wzbogacony słowem oraz szczyptą wokalu. Połączenie interesujące i udane. Kłócił się jednak dźwięczny tytuł z pięknem aktorek. Z drugiej strony ten antagonizm paradoksalnie podwójnie skupiał uwagę na problemach psychicznych bohaterek. W końcu anoreksja dotyka osób dążących obsesyjnie do perfekcji. O ile u Eco brzydota miała wiele oblicz, to demon u Piotrowskiej ma tylko jedno, za to wyraziste. Bohaterki stają się opętane przez boginię, która krok po kroku wciąga je w tragiczny trans umartwiania ciała i duszy.
Na scenografię składają się rekwizyty oraz światło utrzymujące nastrój przypominający średniowieczną komnatę tortur, z jej głównym narzędziem, czyli starą szpitalną wagą. Oszczędna sceneria pełniąca rolę jadalni, łazienki czy wybiegu dla modelek idealnie uzupełniała się z grą świateł i muzyką. Szczególnie ta ostatnia mocno podkreślała emocje, które oglądaliśmy na scenie. Tworzyła mroczne tło, by nieoczekiwanie zmienić rytm i styl odzwierciedlając emocjonalną, wewnętrzną walkę bohaterek. Walkę, z góry skazaną na przegraną.
W jednej z najciekawszych scen bohaterka pożera się i jest pożerana przez inne anorektyczki. To bardzo sugestywne porównanie anoreksji do kanibalizmu jest bardzo trafne. Inną sceną jest wspomnienie zabawy w chowanego z dzieciństwa. Niewinna gra staje się analogią do rzeczywistego, stopniowego zanikania. Trzeba przyznać, że sceny z ruchem świetnie uzupełniały te udramatyzowane.
"Historia brzydoty" to udany spektakl poruszający ważny temat. Istnieje duża potrzeba, aby uwrażliwiać społeczeństwo na problem anoreksji i tak subtelny teatr jest na to idealnym środkiem przekazu. Wzruszające zakończenie nie niesie ze sobą optymizmu, bo też nie taki był zamiar. Jest mocną puentą przedstawienia, które na pewno żadnego widza nie pozostawi obojętnym.
Historia brzydoty
reżyseria i choreografia, scenografia, światło: Anna Piotrowska
muzyka: Michał Mackiewicz
Kostiumy: Anna Piotrowska/Adam Królikowski
Obsada: Anaza – Izabela Cześniewicz
Anaszka – Agnieszka Dziewa
Anaria – Maria Grzegorowska
Anagi – Agnieszka Kulińska
Anakha – Monika Rostecka
Mówi się, że anoreksja jest chorobą duszy. Mylnie uważa się ją za chorobę współczesną oraz że główną jej przyczyną są projektanci mody czy też reklamy promujące nadmiernie wychudzone ciało. Tak zwany efekt mass mediów kreujący wzorzec piękna jest tylko jednym z wielu bodźców, który musi trafić na podatny grunt. Anna Piotrowska bynajmniej nie odpowiada na pytanie jakie są przyczyny tej choroby. Jej spektakl nie jest poradnikiem wyprowadzającym z tego stanu, a raczej pamiętnikiem uzewnętrzniającym bezsilną walkę z boginią Aną.
Reżyser posłużyła się wieloma środkami wyrazu, na jej artystyczny collage składa się oczywiście szeroko rozumiany teatr ruchu (pantomima, taniec) wzbogacony słowem oraz szczyptą wokalu. Połączenie interesujące i udane. Kłócił się jednak dźwięczny tytuł z pięknem aktorek. Z drugiej strony ten antagonizm paradoksalnie podwójnie skupiał uwagę na problemach psychicznych bohaterek. W końcu anoreksja dotyka osób dążących obsesyjnie do perfekcji. O ile u Eco brzydota miała wiele oblicz, to demon u Piotrowskiej ma tylko jedno, za to wyraziste. Bohaterki stają się opętane przez boginię, która krok po kroku wciąga je w tragiczny trans umartwiania ciała i duszy.
Na scenografię składają się rekwizyty oraz światło utrzymujące nastrój przypominający średniowieczną komnatę tortur, z jej głównym narzędziem, czyli starą szpitalną wagą. Oszczędna sceneria pełniąca rolę jadalni, łazienki czy wybiegu dla modelek idealnie uzupełniała się z grą świateł i muzyką. Szczególnie ta ostatnia mocno podkreślała emocje, które oglądaliśmy na scenie. Tworzyła mroczne tło, by nieoczekiwanie zmienić rytm i styl odzwierciedlając emocjonalną, wewnętrzną walkę bohaterek. Walkę, z góry skazaną na przegraną.
W jednej z najciekawszych scen bohaterka pożera się i jest pożerana przez inne anorektyczki. To bardzo sugestywne porównanie anoreksji do kanibalizmu jest bardzo trafne. Inną sceną jest wspomnienie zabawy w chowanego z dzieciństwa. Niewinna gra staje się analogią do rzeczywistego, stopniowego zanikania. Trzeba przyznać, że sceny z ruchem świetnie uzupełniały te udramatyzowane.
"Historia brzydoty" to udany spektakl poruszający ważny temat. Istnieje duża potrzeba, aby uwrażliwiać społeczeństwo na problem anoreksji i tak subtelny teatr jest na to idealnym środkiem przekazu. Wzruszające zakończenie nie niesie ze sobą optymizmu, bo też nie taki był zamiar. Jest mocną puentą przedstawienia, które na pewno żadnego widza nie pozostawi obojętnym.
Historia brzydoty
reżyseria i choreografia, scenografia, światło: Anna Piotrowska
muzyka: Michał Mackiewicz
Kostiumy: Anna Piotrowska/Adam Królikowski
Obsada: Anaza – Izabela Cześniewicz
Anaszka – Agnieszka Dziewa
Anaria – Maria Grzegorowska
Anagi – Agnieszka Kulińska
Anakha – Monika Rostecka
wtorek, 11 lutego 2014
Zapowiedź "Symulakra" - Teatr Na Wagę
Premiera "Symulakra" wrocławskiego Teatru Na Wagę to główny kulturalny punkt nadchodzącego weekendu.
Spektakl w reżyserii Katarzyny Pergoł na podstawie dramatu Mateusza Bobowskiego, laureata Ogólnopolskiego Konkursu „Debiut na wagę”.
Dramat podejmuje problem hiperrealności, w której prawdziwe znaki tracą więź z rzeczywistością. Generowana w ten sposób ciągła symulacja przybiera formę udawania, tworzącego codzienność. Sam autor, zainspirowany myślą francuskiego filozofa kultury i socjologa Jeana Baudrillarda, tak pisze o swoim dramacie: "Skąd tytuł? Symulakr (simulacrum, -a) to byt udający, że jest czym innym, niż jest w istocie. To symbol, słowo, pieniądz, marka albo sam człowiek obsadzony w społecznej albo teatralnej roli. Tu istota rzeczy wydaje się rozmywać, a władzę przejmują obrazy, które odrywając się od swoich pierwotnych ról, stają się samodzielne, rozpoczynają własny pochód. Dramat naigrywa się z rozpanoszonej we współczesności duchowej lichwy, czyli nadawania sztucznej wartości temu, co nie istnieje. I nie chodzi tu tylko o wirtualny świat Internetu, ale również o nadużywanie dyskursów, tworzenie i niszczenie autorytetów, o demagogię i politykę. Są tylko pieniądze i słowa, słowa, słowa - reszta, która miała być milczeniem, została zagłuszona gadaniną. „Prawda” wypadła ze współczesnego słownika."
Wrocławski Klub Anima
Premiera:
14.02.2014 godz. 19.00
Spektakle:
13.02.2014 godz. 20.30
15.02.2014 godz. 19:00
Bilety: 10
Dramat podejmuje problem hiperrealności, w której prawdziwe znaki tracą więź z rzeczywistością. Generowana w ten sposób ciągła symulacja przybiera formę udawania, tworzącego codzienność. Sam autor, zainspirowany myślą francuskiego filozofa kultury i socjologa Jeana Baudrillarda, tak pisze o swoim dramacie: "Skąd tytuł? Symulakr (simulacrum, -a) to byt udający, że jest czym innym, niż jest w istocie. To symbol, słowo, pieniądz, marka albo sam człowiek obsadzony w społecznej albo teatralnej roli. Tu istota rzeczy wydaje się rozmywać, a władzę przejmują obrazy, które odrywając się od swoich pierwotnych ról, stają się samodzielne, rozpoczynają własny pochód. Dramat naigrywa się z rozpanoszonej we współczesności duchowej lichwy, czyli nadawania sztucznej wartości temu, co nie istnieje. I nie chodzi tu tylko o wirtualny świat Internetu, ale również o nadużywanie dyskursów, tworzenie i niszczenie autorytetów, o demagogię i politykę. Są tylko pieniądze i słowa, słowa, słowa - reszta, która miała być milczeniem, została zagłuszona gadaniną. „Prawda” wypadła ze współczesnego słownika."
Wrocławski Klub Anima
Premiera:
14.02.2014 godz. 19.00
Spektakle:
13.02.2014 godz. 20.30
15.02.2014 godz. 19:00
Bilety: 10
czwartek, 30 stycznia 2014
Zapowiedź "Historii brzydoty" Wrocławskiego Teatru Pantomimy
Wielkimi krokami zbliża się premiera ”Historii brzydoty” w reżyserii i choreografii Anny Piotrowskiej we Wrocławskim Teatrze Pantomimy. Premiera odbędzie się 7 lutego (piątek) o godz. 19.00 na Scenie na Świebodzkim. Na przedstawienia popremierowe zapraszamy 8, 9 lutego o godz. 19.00.
Spektakl oparty na dziele Umberto Eco nawiązuje do współczesnego postrzegania wizerunku kobiety poprzez wszechobecną promocję powierzchownego piękna w skomercjalizowanym świecie. Ciało staje się podmiotem i przedmiotem przedstawienia, ciało poddane opresji nadzoru, przekraczające granice, ciało, które chce się uniezależnić od fizjologii. Piotrowska zastanawia się jakie opinie na temat anoreksji budują w społeczeństwie jej mitologię. W spektaklu będziemy obserwować konflikt pomiędzy dwiema postaciami: Boginią Aną i jej ofiarami. Reżyser nie tworzy jednak historii kobiet chorych na anoreksję, a ucieleśnia chorobę. Zastanawia się kim jest Anoreksja, co myśli, jak czuje.
"Historia brzydoty"
reżyseria i choreografia, scenografia, światło: Anna Piotrowska
muzyka: Michał Mackiewicz
Kostiumy: Anna Piotrowska/Adam Królikowski
Obsada: Izabela Cześniewicz, Agnieszka Dziewa, Maria Grzegorowska, Agnieszka Kulińska, Monika Rostecka
Maria Grzegorowska jako Anaria w przedstawieniu "Historia brzydoty",
fot. Magdalena Kulak
Spektakl oparty na dziele Umberto Eco nawiązuje do współczesnego postrzegania wizerunku kobiety poprzez wszechobecną promocję powierzchownego piękna w skomercjalizowanym świecie. Ciało staje się podmiotem i przedmiotem przedstawienia, ciało poddane opresji nadzoru, przekraczające granice, ciało, które chce się uniezależnić od fizjologii. Piotrowska zastanawia się jakie opinie na temat anoreksji budują w społeczeństwie jej mitologię. W spektaklu będziemy obserwować konflikt pomiędzy dwiema postaciami: Boginią Aną i jej ofiarami. Reżyser nie tworzy jednak historii kobiet chorych na anoreksję, a ucieleśnia chorobę. Zastanawia się kim jest Anoreksja, co myśli, jak czuje.
"Historia brzydoty"
reżyseria i choreografia, scenografia, światło: Anna Piotrowska
muzyka: Michał Mackiewicz
Kostiumy: Anna Piotrowska/Adam Królikowski
Obsada: Izabela Cześniewicz, Agnieszka Dziewa, Maria Grzegorowska, Agnieszka Kulińska, Monika Rostecka
fot. Magdalena Kulak
niedziela, 19 stycznia 2014
Recenzja "Pomarańczyka" - Wrocławski Teatr Współczesny
Niewiele we Wrocławiu możemy oglądać przedstawień teatralnych będących bezpośrednim komentarzem sytuacji politycznej w naszym mieście. Spektakl rozpoczyna się krótkim filmem wprowadzającym w historię pomarańczowej alternatywy, a kończy zdaniem, że Waldemar 'Major' Fydrych znajdował wielu naśladowców i właśnie o takim naśladowcy o chorym ego jest ta opowieść. Pytanie jak w to uwierzyć, skoro scenariusz powstał na podstawie książki Majora "Żywoty mężów pomarańczowych", jego bloga oraz wycinków z gazet dotyczących procesu na linii Biuro Promocji Miasta Majorem?
Czy "Pomarańczyk" jest o Majorze? Jest. Czy ośmiesza go poprzez komiczne wyolbrzymienie, w sposób karykaturalny ukazuje przywódcę Pomarańczowej alternatywy? Tak. Dlaczego Marek Kocot tak nieudolnie broni swojego dzieła przed atakami o upolitycznienie? Być może musi zachować wstrzemięźliwość w stosunku do głównego sponsora swojego pracodawcy. Przez stanie w rozkroku pomiędzy wizją artystyczną, a ugłaskaną wersją traci przede wszystkim samo przedstawienie.
W przedstawieniu Frydrych zachęcony przez dziennikarza przeprowadzającego z nim wywiad przeprowadza z publicznością parahappening, będący pastiszem działań aktywizujących społeczeństwo. Prowokując publiczność na granicy smaku, scena ta jako jedyna broniła idei dramatu, czyli tęsknoty za bohaterami, tymi którzy zostali zepchnięci z cokołu przez zapomnienie, albo za tymi, którzy sami się na nim nie utrzymali. Dlaczego Major nie porwał publiczności? Dlaczego wcześniej szły za nim tłumy, a dziś nie przebija się do ludzkiej świadomości? Czasy się zmieniły. Dziś protest nie jest zabroniony, zatem mniej kuszący.
Marek Kocot stworzył bardzo dobry duet z Aleksandrą Dytko, która przeistaczała się błyskawicznie z dziennikarza w sędzinę, kumpla z czasów studenckich, pułkownik z komisji wojskowej oraz korespondentkę zagraniczną przeprowadzającą niezamierzenie komiczny wywiad z 'Majorem', dopiero co wypuszczonym na wolność za rozdawanie deficytowych towarów (najlepszy duet).
Cytując alter ego Majora "Prawda jest jak dupa, każdy ma swoją". "Pomarańczyk" może i nie zaskakuje formą, nie jest też wykwintnym daniem dla koneserów teatru. To przede wszystkim sprawnie napisana i dobrze zagrana satyra. Niepotrzebnie komentowana tylko pod kątem wątków politycznych, co odstrasza potencjalnych widzów znudzonych ciągłym przekrzykiwaniem zainteresowanych stron na łamach prasy.
Czy "Pomarańczyk" jest o Majorze? Jest. Czy ośmiesza go poprzez komiczne wyolbrzymienie, w sposób karykaturalny ukazuje przywódcę Pomarańczowej alternatywy? Tak. Dlaczego Marek Kocot tak nieudolnie broni swojego dzieła przed atakami o upolitycznienie? Być może musi zachować wstrzemięźliwość w stosunku do głównego sponsora swojego pracodawcy. Przez stanie w rozkroku pomiędzy wizją artystyczną, a ugłaskaną wersją traci przede wszystkim samo przedstawienie.
W przedstawieniu Frydrych zachęcony przez dziennikarza przeprowadzającego z nim wywiad przeprowadza z publicznością parahappening, będący pastiszem działań aktywizujących społeczeństwo. Prowokując publiczność na granicy smaku, scena ta jako jedyna broniła idei dramatu, czyli tęsknoty za bohaterami, tymi którzy zostali zepchnięci z cokołu przez zapomnienie, albo za tymi, którzy sami się na nim nie utrzymali. Dlaczego Major nie porwał publiczności? Dlaczego wcześniej szły za nim tłumy, a dziś nie przebija się do ludzkiej świadomości? Czasy się zmieniły. Dziś protest nie jest zabroniony, zatem mniej kuszący.
Marek Kocot stworzył bardzo dobry duet z Aleksandrą Dytko, która przeistaczała się błyskawicznie z dziennikarza w sędzinę, kumpla z czasów studenckich, pułkownik z komisji wojskowej oraz korespondentkę zagraniczną przeprowadzającą niezamierzenie komiczny wywiad z 'Majorem', dopiero co wypuszczonym na wolność za rozdawanie deficytowych towarów (najlepszy duet).
Cytując alter ego Majora "Prawda jest jak dupa, każdy ma swoją". "Pomarańczyk" może i nie zaskakuje formą, nie jest też wykwintnym daniem dla koneserów teatru. To przede wszystkim sprawnie napisana i dobrze zagrana satyra. Niepotrzebnie komentowana tylko pod kątem wątków politycznych, co odstrasza potencjalnych widzów znudzonych ciągłym przekrzykiwaniem zainteresowanych stron na łamach prasy.
poniedziałek, 14 października 2013
Recenzja "Faust Fraktal" w reż. Elżbiety Bednarskiej
Na początku października Elżbieta Bednarska zabrała nas do Browaru Mieszczańskiego, aby opowiedzieć nam historię doktora Fausta widzianą z jej perspektywy. Wybór miejsca na tak monumentalne dzieło był trafną decyzją. Wędrówka Fausta przez koleje losu oddawało symboliczne przemieszczanie się widzów pomiędzy sale Browaru. Dzięki oryginalnej scenerii i aranżacji widzowie mogli oglądać akcję z różnych perspektyw i form teatralnych. Reżyser połączyła wiele różnych gatunków sztuki – muzykę, taniec, malarstwo, literaturę, teatr. Do tej artystycznej fuzji włączyła również naukę. Oryginalnym było wprowadzenie w świat fraktali i form fraktalnych przygotowane przez fizyka dr. Zbigniewa Kletowskiego, które płynnie przechodzi w fabułę spektaklu.
Spektakl powstawał w błyskawicznym czasie. Jednak pomysł na przedstawienie, jego dramaturgia, przygotowanie adaptacji scenicznej było zaplanowane już dużo wcześniej, co też było widać w spektaklu. Nie tylko jeżeli chodzi o dobranie zespołu aktorskiego, ale także ciekawą aranżację scenograficzną autorstwa Petry Korink. Michał Szwed (Faust, Mefistofeles) włożył mnóstwo energii i serca w swoją grę. Zebrał miejmy nadzieję owocne doświadczenie. Wśród międzynarodowej obsady mogliśmy oglądać Annę von Schrottenberg (Szwajcaria) oraz Richard Schnella (Niemcy). Przez całe przedstawienie byli w kontakcie z widzami, stworzyli niepowtarzalne kreacje aktorskie. Plastyczności przedstawieniu dodała Rosabel Huguet, jej Małgorzata była archetypem piękna, malowniczym obrazem kobiety, obiektem pożądania, a zarazem niedostępnego marzenia.
Na scenie zobaczyliśmy podopieczne Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii nr 2 zaczynające swoją przygodę z teatrem. Debiut wypadł bardzo obiecująco. Były integralną częścią przedstawienia. Wśród młodzieży z większym doświadczenie wystąpili Agata Kocimska-Zych oraz Stanisław Linowski. Agata przyzwyczaiła nas z poprzednich produkcji teatralnych do swojego talentu zarówno aktorskiego jak i wokalnego. Bardzo duży progres w stosunku do debiutu w "Manhattan Medei" osiągnął Staszek Linowski.
Najmocniejszą obecnością na scenie była jednak 8-letnia Zosia Linowska. Każde jej pojawienie się elektryzowało. Emanujący z niej spokój, opanowanie potęgowało nastrój mistycyzmu. Kulminacją była scena, gdy na jej zakończenie bezgłośnie podeszła do kobiety na widowni, wzięła ją za rękę i poprowadziła do następnej sali, dając tym samym znak do przejścia dla całej publiczności.
Wiele momentów w spektaklu zachwyca, przede wszystkim finałowa scena w białym tunelu, wokół którego rozgrywała się akcja. Widzowie wyłączyli częściowo zmysł wzroku na rzecz słuchu. To przemyślana forma idealnie wpasowała się w mistykę spektaklu. Podoba się także aranżacja sceny dziedzińca cesarskiego.
Na osobne komplementy zasługuje oprawa muzyczna przedstawienia. Wspaniała Natalia Rogińska wprowadzała mistyczną atmosferę piękną grą na skrzypcach, jej muzyka była osobnym wymiarem spektaklu. O nastroju scen decydował również Konrad Rogiński - człowiek orkiestra, wirtuoz nietuzinkowych instrumentów prowadził nas muzycznie przez wszystkie sceny Fausta. Swoim ujmującym głosem wzruszała nas Agnieszka Damrych. Piosenkami napisanymi przez Łukasza Damrycha wprowadziła do przedstawienia ciepło, była przeciwległym biegunem dla mrocznego Fausta.
Gratulujemy twórcom przedsięwzięcia i zapraszamy częściej do Wrocławia.
Spektakl powstawał w błyskawicznym czasie. Jednak pomysł na przedstawienie, jego dramaturgia, przygotowanie adaptacji scenicznej było zaplanowane już dużo wcześniej, co też było widać w spektaklu. Nie tylko jeżeli chodzi o dobranie zespołu aktorskiego, ale także ciekawą aranżację scenograficzną autorstwa Petry Korink. Michał Szwed (Faust, Mefistofeles) włożył mnóstwo energii i serca w swoją grę. Zebrał miejmy nadzieję owocne doświadczenie. Wśród międzynarodowej obsady mogliśmy oglądać Annę von Schrottenberg (Szwajcaria) oraz Richard Schnella (Niemcy). Przez całe przedstawienie byli w kontakcie z widzami, stworzyli niepowtarzalne kreacje aktorskie. Plastyczności przedstawieniu dodała Rosabel Huguet, jej Małgorzata była archetypem piękna, malowniczym obrazem kobiety, obiektem pożądania, a zarazem niedostępnego marzenia.
Na scenie zobaczyliśmy podopieczne Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii nr 2 zaczynające swoją przygodę z teatrem. Debiut wypadł bardzo obiecująco. Były integralną częścią przedstawienia. Wśród młodzieży z większym doświadczenie wystąpili Agata Kocimska-Zych oraz Stanisław Linowski. Agata przyzwyczaiła nas z poprzednich produkcji teatralnych do swojego talentu zarówno aktorskiego jak i wokalnego. Bardzo duży progres w stosunku do debiutu w "Manhattan Medei" osiągnął Staszek Linowski.
Najmocniejszą obecnością na scenie była jednak 8-letnia Zosia Linowska. Każde jej pojawienie się elektryzowało. Emanujący z niej spokój, opanowanie potęgowało nastrój mistycyzmu. Kulminacją była scena, gdy na jej zakończenie bezgłośnie podeszła do kobiety na widowni, wzięła ją za rękę i poprowadziła do następnej sali, dając tym samym znak do przejścia dla całej publiczności.
Wiele momentów w spektaklu zachwyca, przede wszystkim finałowa scena w białym tunelu, wokół którego rozgrywała się akcja. Widzowie wyłączyli częściowo zmysł wzroku na rzecz słuchu. To przemyślana forma idealnie wpasowała się w mistykę spektaklu. Podoba się także aranżacja sceny dziedzińca cesarskiego.
Na osobne komplementy zasługuje oprawa muzyczna przedstawienia. Wspaniała Natalia Rogińska wprowadzała mistyczną atmosferę piękną grą na skrzypcach, jej muzyka była osobnym wymiarem spektaklu. O nastroju scen decydował również Konrad Rogiński - człowiek orkiestra, wirtuoz nietuzinkowych instrumentów prowadził nas muzycznie przez wszystkie sceny Fausta. Swoim ujmującym głosem wzruszała nas Agnieszka Damrych. Piosenkami napisanymi przez Łukasza Damrycha wprowadziła do przedstawienia ciepło, była przeciwległym biegunem dla mrocznego Fausta.
Gratulujemy twórcom przedsięwzięcia i zapraszamy częściej do Wrocławia.
wtorek, 1 października 2013
Zapowiedź "To moja Marilyn Monroe" w CIA
6 października o godz. 19:00 zapraszamy na "To moja Marilyn Monroe" do Centrum Inicjatyw Artystycznych (ul.Tęczowa 79/81). Bilety 20zł. Monodram w wykonaniu wrocławskiej aktorki Eweliny Niewiadowskiej gościł m.in. na 41. Ogólnopolski Festiwal Teatrów Jednego Aktora (OFTJA), a we Wrocławiu zobaczymy go zaraz przed jego wystawieniem na IV Jesiennych Spotkaniach Teatralnych w Polkowicach.
Tytuł „To moja Marilyn Monroe” sugeruje, że to jest czyjś prywatny obraz ikony popkultury. Jak się jednak okazuje bohaterką monodramu jest bardzo przeciętna aktorka, która ma kłopoty z własnym życiem i opowiada nam swoją, na pozór dość banalną, historię. A tytułowa Marilyn Monroe jest gdzieś obecna w naszej świadomości, ale zdecydowanie dalej, gdzieś na trzecim planie. Bohaterka spektaklu to aktorka. Nie jakaś wyjątkowa, zwykła, która nie zrobiła kariery i zwątpiła w sens uprawiania tego zawodu. Jej więź z legendą amerykańskiego i światowego kina nie polega na jakichś artystycznych odniesieniach. Zdaniem bohaterki tego monodramu z Marilyn Monroe łączy ją podobieństwo życiorysów. Obie panie miały okropne dzieciństwo, a potem nie specjalnie im się wiodło w kontaktach z mężczyznami. Co tu kryć, mimo bardzo licznych prób obu – było, nie było - artystek. Ta opowieść jest rwana, pełna dygresji, niedopowiedzeń, tęsknot, samotności i najróżniejszych odcieni emocji. Nie wiemy do końca, kiedy bohaterka monodramu, której ani życie, ani teatralna kariera nie poukładały się najlepiej, z nami jest rzeczywiście szczera, a kiedy zmyśla i kłamie. Bez wątpienia chce nas sobą uwieść i zainteresować. Chce, byśmy nie myśleli, że jest taką kiepską aktorką, jak o sobie mówi. Cały czas prowadzi z nami tę dość przewrotną grę. Grę, której finał jest dość zaskakujący.
Tytuł „To moja Marilyn Monroe” sugeruje, że to jest czyjś prywatny obraz ikony popkultury. Jak się jednak okazuje bohaterką monodramu jest bardzo przeciętna aktorka, która ma kłopoty z własnym życiem i opowiada nam swoją, na pozór dość banalną, historię. A tytułowa Marilyn Monroe jest gdzieś obecna w naszej świadomości, ale zdecydowanie dalej, gdzieś na trzecim planie. Bohaterka spektaklu to aktorka. Nie jakaś wyjątkowa, zwykła, która nie zrobiła kariery i zwątpiła w sens uprawiania tego zawodu. Jej więź z legendą amerykańskiego i światowego kina nie polega na jakichś artystycznych odniesieniach. Zdaniem bohaterki tego monodramu z Marilyn Monroe łączy ją podobieństwo życiorysów. Obie panie miały okropne dzieciństwo, a potem nie specjalnie im się wiodło w kontaktach z mężczyznami. Co tu kryć, mimo bardzo licznych prób obu – było, nie było - artystek. Ta opowieść jest rwana, pełna dygresji, niedopowiedzeń, tęsknot, samotności i najróżniejszych odcieni emocji. Nie wiemy do końca, kiedy bohaterka monodramu, której ani życie, ani teatralna kariera nie poukładały się najlepiej, z nami jest rzeczywiście szczera, a kiedy zmyśla i kłamie. Bez wątpienia chce nas sobą uwieść i zainteresować. Chce, byśmy nie myśleli, że jest taką kiepską aktorką, jak o sobie mówi. Cały czas prowadzi z nami tę dość przewrotną grę. Grę, której finał jest dość zaskakujący.
piątek, 27 września 2013
Zapowiedź "Soul" na festiwalu Stacja Europa
Rozpoczął się Festiwal Stacja Wrocław, a wraz z nim soboty z teatrem. Zapraszamy 28 września o godz. 18:00 do sali sesyjnej Dworca Głównej na spektakl "SOUL" w reż. Krzysztofa Kopki.
Wstęp wolny - liczba miejsc ok. 120.
"Soul" w formie interaktywnego preformance’u opowiada o przybyciu do Wrocławia amerykańskiego muzyka Paula Robesona, który w 1949 r. dał koncert w Hali Ludowej i w Pafawagu dla wrocławskich robotników. Robeson był przedstawicielem lewicy marksistowskiej i w państwach Bloku Wschodniego upatrywał przestrzeni wolności.
scenariusz i reżyseria: Krzysztof Kopka
obsada: Anita Balcerzak-Michalska, Dorota Łukasiewicz-Kwietniewska, Marzena Oberkorn
kostiumy: Ewa Wodecka-Masztalska
światło i dźwięk: Pentagrid Sound Equipment
producent wykonawczy: Teatrakcja – Agata Skowrońska-Kartvelishvili
produkcja: Ośrodek "Pamięć i Przyszłość"
Więcej o festiwalu wraz ze szczegółowym programem imprezy na stronie www.stacjaeuropa.pl
"Soul" w formie interaktywnego preformance’u opowiada o przybyciu do Wrocławia amerykańskiego muzyka Paula Robesona, który w 1949 r. dał koncert w Hali Ludowej i w Pafawagu dla wrocławskich robotników. Robeson był przedstawicielem lewicy marksistowskiej i w państwach Bloku Wschodniego upatrywał przestrzeni wolności.
scenariusz i reżyseria: Krzysztof Kopka
obsada: Anita Balcerzak-Michalska, Dorota Łukasiewicz-Kwietniewska, Marzena Oberkorn
kostiumy: Ewa Wodecka-Masztalska
światło i dźwięk: Pentagrid Sound Equipment
producent wykonawczy: Teatrakcja – Agata Skowrońska-Kartvelishvili
produkcja: Ośrodek "Pamięć i Przyszłość"
Więcej o festiwalu wraz ze szczegółowym programem imprezy na stronie www.stacjaeuropa.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)































