Niewiele we Wrocławiu możemy oglądać przedstawień teatralnych będących bezpośrednim komentarzem sytuacji politycznej w naszym mieście. Spektakl rozpoczyna się krótkim filmem wprowadzającym w historię pomarańczowej alternatywy, a kończy zdaniem, że Waldemar 'Major' Fydrych znajdował wielu naśladowców i właśnie o takim naśladowcy o chorym ego jest ta opowieść. Pytanie jak w to uwierzyć, skoro scenariusz powstał na podstawie książki Majora "Żywoty mężów pomarańczowych", jego bloga oraz wycinków z gazet dotyczących procesu na linii Biuro Promocji Miasta Majorem?
Czy "Pomarańczyk" jest o Majorze? Jest. Czy ośmiesza go poprzez komiczne wyolbrzymienie, w sposób karykaturalny ukazuje przywódcę Pomarańczowej alternatywy? Tak. Dlaczego Marek Kocot tak nieudolnie broni swojego dzieła przed atakami o upolitycznienie? Być może musi zachować wstrzemięźliwość w stosunku do głównego sponsora swojego pracodawcy. Przez stanie w rozkroku pomiędzy wizją artystyczną, a ugłaskaną wersją traci przede wszystkim samo przedstawienie.
W przedstawieniu Frydrych zachęcony przez dziennikarza przeprowadzającego z nim wywiad przeprowadza z publicznością parahappening, będący pastiszem działań aktywizujących społeczeństwo. Prowokując publiczność na granicy smaku, scena ta jako jedyna broniła idei dramatu, czyli tęsknoty za bohaterami, tymi którzy zostali zepchnięci z cokołu przez zapomnienie, albo za tymi, którzy sami się na nim nie utrzymali. Dlaczego Major nie porwał publiczności? Dlaczego wcześniej szły za nim tłumy, a dziś nie przebija się do ludzkiej świadomości? Czasy się zmieniły. Dziś protest nie jest zabroniony, zatem mniej kuszący.
Marek Kocot stworzył bardzo dobry duet z Aleksandrą Dytko, która przeistaczała się błyskawicznie z dziennikarza w sędzinę, kumpla z czasów studenckich, pułkownik z komisji wojskowej oraz korespondentkę zagraniczną przeprowadzającą niezamierzenie komiczny wywiad z 'Majorem', dopiero co wypuszczonym na wolność za rozdawanie deficytowych towarów (najlepszy duet).
Cytując alter ego Majora "Prawda jest jak dupa, każdy ma swoją". "Pomarańczyk" może i nie zaskakuje formą, nie jest też wykwintnym daniem dla koneserów teatru. To przede wszystkim sprawnie napisana i dobrze zagrana satyra. Niepotrzebnie komentowana tylko pod kątem wątków politycznych, co odstrasza potencjalnych widzów znudzonych ciągłym przekrzykiwaniem zainteresowanych stron na łamach prasy.
niedziela, 19 stycznia 2014
poniedziałek, 14 października 2013
Recenzja "Faust Fraktal" w reż. Elżbiety Bednarskiej
Na początku października Elżbieta Bednarska zabrała nas do Browaru Mieszczańskiego, aby opowiedzieć nam historię doktora Fausta widzianą z jej perspektywy. Wybór miejsca na tak monumentalne dzieło był trafną decyzją. Wędrówka Fausta przez koleje losu oddawało symboliczne przemieszczanie się widzów pomiędzy sale Browaru. Dzięki oryginalnej scenerii i aranżacji widzowie mogli oglądać akcję z różnych perspektyw i form teatralnych. Reżyser połączyła wiele różnych gatunków sztuki – muzykę, taniec, malarstwo, literaturę, teatr. Do tej artystycznej fuzji włączyła również naukę. Oryginalnym było wprowadzenie w świat fraktali i form fraktalnych przygotowane przez fizyka dr. Zbigniewa Kletowskiego, które płynnie przechodzi w fabułę spektaklu.
Spektakl powstawał w błyskawicznym czasie. Jednak pomysł na przedstawienie, jego dramaturgia, przygotowanie adaptacji scenicznej było zaplanowane już dużo wcześniej, co też było widać w spektaklu. Nie tylko jeżeli chodzi o dobranie zespołu aktorskiego, ale także ciekawą aranżację scenograficzną autorstwa Petry Korink. Michał Szwed (Faust, Mefistofeles) włożył mnóstwo energii i serca w swoją grę. Zebrał miejmy nadzieję owocne doświadczenie. Wśród międzynarodowej obsady mogliśmy oglądać Annę von Schrottenberg (Szwajcaria) oraz Richard Schnella (Niemcy). Przez całe przedstawienie byli w kontakcie z widzami, stworzyli niepowtarzalne kreacje aktorskie. Plastyczności przedstawieniu dodała Rosabel Huguet, jej Małgorzata była archetypem piękna, malowniczym obrazem kobiety, obiektem pożądania, a zarazem niedostępnego marzenia.
Na scenie zobaczyliśmy podopieczne Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii nr 2 zaczynające swoją przygodę z teatrem. Debiut wypadł bardzo obiecująco. Były integralną częścią przedstawienia. Wśród młodzieży z większym doświadczenie wystąpili Agata Kocimska-Zych oraz Stanisław Linowski. Agata przyzwyczaiła nas z poprzednich produkcji teatralnych do swojego talentu zarówno aktorskiego jak i wokalnego. Bardzo duży progres w stosunku do debiutu w "Manhattan Medei" osiągnął Staszek Linowski.
Najmocniejszą obecnością na scenie była jednak 8-letnia Zosia Linowska. Każde jej pojawienie się elektryzowało. Emanujący z niej spokój, opanowanie potęgowało nastrój mistycyzmu. Kulminacją była scena, gdy na jej zakończenie bezgłośnie podeszła do kobiety na widowni, wzięła ją za rękę i poprowadziła do następnej sali, dając tym samym znak do przejścia dla całej publiczności.
Wiele momentów w spektaklu zachwyca, przede wszystkim finałowa scena w białym tunelu, wokół którego rozgrywała się akcja. Widzowie wyłączyli częściowo zmysł wzroku na rzecz słuchu. To przemyślana forma idealnie wpasowała się w mistykę spektaklu. Podoba się także aranżacja sceny dziedzińca cesarskiego.
Na osobne komplementy zasługuje oprawa muzyczna przedstawienia. Wspaniała Natalia Rogińska wprowadzała mistyczną atmosferę piękną grą na skrzypcach, jej muzyka była osobnym wymiarem spektaklu. O nastroju scen decydował również Konrad Rogiński - człowiek orkiestra, wirtuoz nietuzinkowych instrumentów prowadził nas muzycznie przez wszystkie sceny Fausta. Swoim ujmującym głosem wzruszała nas Agnieszka Damrych. Piosenkami napisanymi przez Łukasza Damrycha wprowadziła do przedstawienia ciepło, była przeciwległym biegunem dla mrocznego Fausta.
Gratulujemy twórcom przedsięwzięcia i zapraszamy częściej do Wrocławia.
Spektakl powstawał w błyskawicznym czasie. Jednak pomysł na przedstawienie, jego dramaturgia, przygotowanie adaptacji scenicznej było zaplanowane już dużo wcześniej, co też było widać w spektaklu. Nie tylko jeżeli chodzi o dobranie zespołu aktorskiego, ale także ciekawą aranżację scenograficzną autorstwa Petry Korink. Michał Szwed (Faust, Mefistofeles) włożył mnóstwo energii i serca w swoją grę. Zebrał miejmy nadzieję owocne doświadczenie. Wśród międzynarodowej obsady mogliśmy oglądać Annę von Schrottenberg (Szwajcaria) oraz Richard Schnella (Niemcy). Przez całe przedstawienie byli w kontakcie z widzami, stworzyli niepowtarzalne kreacje aktorskie. Plastyczności przedstawieniu dodała Rosabel Huguet, jej Małgorzata była archetypem piękna, malowniczym obrazem kobiety, obiektem pożądania, a zarazem niedostępnego marzenia.
Na scenie zobaczyliśmy podopieczne Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii nr 2 zaczynające swoją przygodę z teatrem. Debiut wypadł bardzo obiecująco. Były integralną częścią przedstawienia. Wśród młodzieży z większym doświadczenie wystąpili Agata Kocimska-Zych oraz Stanisław Linowski. Agata przyzwyczaiła nas z poprzednich produkcji teatralnych do swojego talentu zarówno aktorskiego jak i wokalnego. Bardzo duży progres w stosunku do debiutu w "Manhattan Medei" osiągnął Staszek Linowski.
Najmocniejszą obecnością na scenie była jednak 8-letnia Zosia Linowska. Każde jej pojawienie się elektryzowało. Emanujący z niej spokój, opanowanie potęgowało nastrój mistycyzmu. Kulminacją była scena, gdy na jej zakończenie bezgłośnie podeszła do kobiety na widowni, wzięła ją za rękę i poprowadziła do następnej sali, dając tym samym znak do przejścia dla całej publiczności.
Wiele momentów w spektaklu zachwyca, przede wszystkim finałowa scena w białym tunelu, wokół którego rozgrywała się akcja. Widzowie wyłączyli częściowo zmysł wzroku na rzecz słuchu. To przemyślana forma idealnie wpasowała się w mistykę spektaklu. Podoba się także aranżacja sceny dziedzińca cesarskiego.
Na osobne komplementy zasługuje oprawa muzyczna przedstawienia. Wspaniała Natalia Rogińska wprowadzała mistyczną atmosferę piękną grą na skrzypcach, jej muzyka była osobnym wymiarem spektaklu. O nastroju scen decydował również Konrad Rogiński - człowiek orkiestra, wirtuoz nietuzinkowych instrumentów prowadził nas muzycznie przez wszystkie sceny Fausta. Swoim ujmującym głosem wzruszała nas Agnieszka Damrych. Piosenkami napisanymi przez Łukasza Damrycha wprowadziła do przedstawienia ciepło, była przeciwległym biegunem dla mrocznego Fausta.
Gratulujemy twórcom przedsięwzięcia i zapraszamy częściej do Wrocławia.
wtorek, 1 października 2013
Zapowiedź "To moja Marilyn Monroe" w CIA
6 października o godz. 19:00 zapraszamy na "To moja Marilyn Monroe" do Centrum Inicjatyw Artystycznych (ul.Tęczowa 79/81). Bilety 20zł. Monodram w wykonaniu wrocławskiej aktorki Eweliny Niewiadowskiej gościł m.in. na 41. Ogólnopolski Festiwal Teatrów Jednego Aktora (OFTJA), a we Wrocławiu zobaczymy go zaraz przed jego wystawieniem na IV Jesiennych Spotkaniach Teatralnych w Polkowicach.
Tytuł „To moja Marilyn Monroe” sugeruje, że to jest czyjś prywatny obraz ikony popkultury. Jak się jednak okazuje bohaterką monodramu jest bardzo przeciętna aktorka, która ma kłopoty z własnym życiem i opowiada nam swoją, na pozór dość banalną, historię. A tytułowa Marilyn Monroe jest gdzieś obecna w naszej świadomości, ale zdecydowanie dalej, gdzieś na trzecim planie. Bohaterka spektaklu to aktorka. Nie jakaś wyjątkowa, zwykła, która nie zrobiła kariery i zwątpiła w sens uprawiania tego zawodu. Jej więź z legendą amerykańskiego i światowego kina nie polega na jakichś artystycznych odniesieniach. Zdaniem bohaterki tego monodramu z Marilyn Monroe łączy ją podobieństwo życiorysów. Obie panie miały okropne dzieciństwo, a potem nie specjalnie im się wiodło w kontaktach z mężczyznami. Co tu kryć, mimo bardzo licznych prób obu – było, nie było - artystek. Ta opowieść jest rwana, pełna dygresji, niedopowiedzeń, tęsknot, samotności i najróżniejszych odcieni emocji. Nie wiemy do końca, kiedy bohaterka monodramu, której ani życie, ani teatralna kariera nie poukładały się najlepiej, z nami jest rzeczywiście szczera, a kiedy zmyśla i kłamie. Bez wątpienia chce nas sobą uwieść i zainteresować. Chce, byśmy nie myśleli, że jest taką kiepską aktorką, jak o sobie mówi. Cały czas prowadzi z nami tę dość przewrotną grę. Grę, której finał jest dość zaskakujący.
Tytuł „To moja Marilyn Monroe” sugeruje, że to jest czyjś prywatny obraz ikony popkultury. Jak się jednak okazuje bohaterką monodramu jest bardzo przeciętna aktorka, która ma kłopoty z własnym życiem i opowiada nam swoją, na pozór dość banalną, historię. A tytułowa Marilyn Monroe jest gdzieś obecna w naszej świadomości, ale zdecydowanie dalej, gdzieś na trzecim planie. Bohaterka spektaklu to aktorka. Nie jakaś wyjątkowa, zwykła, która nie zrobiła kariery i zwątpiła w sens uprawiania tego zawodu. Jej więź z legendą amerykańskiego i światowego kina nie polega na jakichś artystycznych odniesieniach. Zdaniem bohaterki tego monodramu z Marilyn Monroe łączy ją podobieństwo życiorysów. Obie panie miały okropne dzieciństwo, a potem nie specjalnie im się wiodło w kontaktach z mężczyznami. Co tu kryć, mimo bardzo licznych prób obu – było, nie było - artystek. Ta opowieść jest rwana, pełna dygresji, niedopowiedzeń, tęsknot, samotności i najróżniejszych odcieni emocji. Nie wiemy do końca, kiedy bohaterka monodramu, której ani życie, ani teatralna kariera nie poukładały się najlepiej, z nami jest rzeczywiście szczera, a kiedy zmyśla i kłamie. Bez wątpienia chce nas sobą uwieść i zainteresować. Chce, byśmy nie myśleli, że jest taką kiepską aktorką, jak o sobie mówi. Cały czas prowadzi z nami tę dość przewrotną grę. Grę, której finał jest dość zaskakujący.
piątek, 27 września 2013
Zapowiedź "Soul" na festiwalu Stacja Europa
Rozpoczął się Festiwal Stacja Wrocław, a wraz z nim soboty z teatrem. Zapraszamy 28 września o godz. 18:00 do sali sesyjnej Dworca Głównej na spektakl "SOUL" w reż. Krzysztofa Kopki.
Wstęp wolny - liczba miejsc ok. 120.
"Soul" w formie interaktywnego preformance’u opowiada o przybyciu do Wrocławia amerykańskiego muzyka Paula Robesona, który w 1949 r. dał koncert w Hali Ludowej i w Pafawagu dla wrocławskich robotników. Robeson był przedstawicielem lewicy marksistowskiej i w państwach Bloku Wschodniego upatrywał przestrzeni wolności.
scenariusz i reżyseria: Krzysztof Kopka
obsada: Anita Balcerzak-Michalska, Dorota Łukasiewicz-Kwietniewska, Marzena Oberkorn
kostiumy: Ewa Wodecka-Masztalska
światło i dźwięk: Pentagrid Sound Equipment
producent wykonawczy: Teatrakcja – Agata Skowrońska-Kartvelishvili
produkcja: Ośrodek "Pamięć i Przyszłość"
Więcej o festiwalu wraz ze szczegółowym programem imprezy na stronie www.stacjaeuropa.pl
"Soul" w formie interaktywnego preformance’u opowiada o przybyciu do Wrocławia amerykańskiego muzyka Paula Robesona, który w 1949 r. dał koncert w Hali Ludowej i w Pafawagu dla wrocławskich robotników. Robeson był przedstawicielem lewicy marksistowskiej i w państwach Bloku Wschodniego upatrywał przestrzeni wolności.
scenariusz i reżyseria: Krzysztof Kopka
obsada: Anita Balcerzak-Michalska, Dorota Łukasiewicz-Kwietniewska, Marzena Oberkorn
kostiumy: Ewa Wodecka-Masztalska
światło i dźwięk: Pentagrid Sound Equipment
producent wykonawczy: Teatrakcja – Agata Skowrońska-Kartvelishvili
produkcja: Ośrodek "Pamięć i Przyszłość"
Więcej o festiwalu wraz ze szczegółowym programem imprezy na stronie www.stacjaeuropa.pl
poniedziałek, 23 września 2013
Zapowiedź - Teatr Derevo z premierą na Avant Art Festival!
W dniach 3-14 października odbędzie się 6. edycja AVANT ART FESTIVAL pod hasłem „Rosja”. Zobaczymy aż trzy europejskie premiery wielkich rosyjskich teatrów awangardowych. Swoje spektakle zaprezentują Iwan Wyrypajew z Teatrem Praktika, Akhe – reformatorzy współczesnego teatru oraz Derevo – jeden z najsłynniejszych teatrów eksperymentalnych w Europie.
Derevo należy do najsłynniejszych europejskich teatrów awangardowych. Teatr został założony w 1988 roku w Sankt Petersburgu przez Antona Adasinsky’ego. Od 1997 roku artyści teatru mieszkają i pracują w Dreźnie. Przedstawienia grupy, prezentowane na wszystkich kontynentach, należą dziś do klasyki współczesnego teatru eksperymentalnego. Spektakle Dereva, zawsze bezsłowne i oryginalnie, łączą różne style i teatralne tradycje: pantomimę, taniec współczesny, butoh, rosyjską awangardę, komedię dell' arte, klaunadę, performance, physical theatre i happening. Derevo wypracowało własny, ekstrawagancki styl narracji, pełen zaskakujących konceptów, fabularnej dezynwoltury, nieustannego balansowania między skrajnościami, wreszcie zdumiewającego swą perfekcją, oryginalnego aktorstwa.
Derevo to laureaci najważniejszych nagród teatralnych m.in. rosyjskiej Złotej maski oraz Total Theatre Award, Fringe First, Herald Angel and Herald Archangel na Festiwalu Fringe w Edynburgu. We Wrocławiu Derevo zaprezentuje premierowy Midwhite. Pamiętamy Derevo z Łódzkich Spotkań Teatralnych, gdzie zaprezentowali Mephisto Waltz - perfekcyjny, poruszający, wybitny spektakl. Dlatego już niedługo czeka nas prawdziwa teatralna uczta!
Midwhite - Impart 06.10.2013 godz. 19:00
Chodzi o to, czego baliśmy się w dzieciństwie i o to, co koniecznie chcieliśmy zobaczyć za rogiem,
o to, kim chcieliśmy zostać, kiedy dorośniemy,
o loty na wysokościach i bezkarność,
o okrucieństwo, łzy i miłość,
i o zakłopotanie, kiedy mówimy komuś, co naprawdę myślimy.
O wspaniałość LUDZKIEJ GŁOWY i o tysiąc powodów, dlaczego nie teraz… nie tak… albo lepiej w ogóle tego nie robić!
Szczegółowy program oraz informacje o rezerwacji biletów na stronie: www.avantart.pl
Derevo należy do najsłynniejszych europejskich teatrów awangardowych. Teatr został założony w 1988 roku w Sankt Petersburgu przez Antona Adasinsky’ego. Od 1997 roku artyści teatru mieszkają i pracują w Dreźnie. Przedstawienia grupy, prezentowane na wszystkich kontynentach, należą dziś do klasyki współczesnego teatru eksperymentalnego. Spektakle Dereva, zawsze bezsłowne i oryginalnie, łączą różne style i teatralne tradycje: pantomimę, taniec współczesny, butoh, rosyjską awangardę, komedię dell' arte, klaunadę, performance, physical theatre i happening. Derevo wypracowało własny, ekstrawagancki styl narracji, pełen zaskakujących konceptów, fabularnej dezynwoltury, nieustannego balansowania między skrajnościami, wreszcie zdumiewającego swą perfekcją, oryginalnego aktorstwa.
Derevo to laureaci najważniejszych nagród teatralnych m.in. rosyjskiej Złotej maski oraz Total Theatre Award, Fringe First, Herald Angel and Herald Archangel na Festiwalu Fringe w Edynburgu. We Wrocławiu Derevo zaprezentuje premierowy Midwhite. Pamiętamy Derevo z Łódzkich Spotkań Teatralnych, gdzie zaprezentowali Mephisto Waltz - perfekcyjny, poruszający, wybitny spektakl. Dlatego już niedługo czeka nas prawdziwa teatralna uczta!
Midwhite - Impart 06.10.2013 godz. 19:00
Chodzi o to, czego baliśmy się w dzieciństwie i o to, co koniecznie chcieliśmy zobaczyć za rogiem,
o to, kim chcieliśmy zostać, kiedy dorośniemy,
o loty na wysokościach i bezkarność,
o okrucieństwo, łzy i miłość,
i o zakłopotanie, kiedy mówimy komuś, co naprawdę myślimy.
O wspaniałość LUDZKIEJ GŁOWY i o tysiąc powodów, dlaczego nie teraz… nie tak… albo lepiej w ogóle tego nie robić!
Szczegółowy program oraz informacje o rezerwacji biletów na stronie: www.avantart.pl
niedziela, 22 września 2013
Zapowiedź "Faust fraktal" w Browarze Mieszczańskim
W piątek 4 października 2013 o godzinie 20:00 w Browarze Mieszczańskim we Wrocławiu odbędzie się premiera polsko-niemieckiego spektaklu "Faust fraktal" w reżyserii Elżbiety Bednarskiej. Znana z innych produkcji teatralnych m.in. "Prawiek i inne czasy" wg Olgi Tokarczuk oraz "Manhattan Medei" wg Dei Loher.
W spektaklu oprócz międzynarodowej obsady profesjonalnych aktorów (m.in Anna von Schrottenberg, Richard Schnell) na scenie zobaczymy młodzież z Ośrodka Socjoterapii nr 2 we Wrocławiu. Przedstawienie uświetni muzyka na żywo autorstwa Łukasza Damrycha, Konrada Rogińskiego oraz Natalii Rogińskiej. Spektakl może dobrze przyczynić się do wzajemnego poznania obu narodów przez optymalne medium, jakim jest teatr, sprowokować dyskusje dotyczące polsko-niemieckich relacji współczesnych i historycznych.
Premiera: 4 października 2013 o godz. 20:00 w Browarze Mieszczańskim.
Kolejne spektakle: 5, 6, 7, 8 października o godz.20.00
W spektaklu oprócz międzynarodowej obsady profesjonalnych aktorów (m.in Anna von Schrottenberg, Richard Schnell) na scenie zobaczymy młodzież z Ośrodka Socjoterapii nr 2 we Wrocławiu. Przedstawienie uświetni muzyka na żywo autorstwa Łukasza Damrycha, Konrada Rogińskiego oraz Natalii Rogińskiej. Spektakl może dobrze przyczynić się do wzajemnego poznania obu narodów przez optymalne medium, jakim jest teatr, sprowokować dyskusje dotyczące polsko-niemieckich relacji współczesnych i historycznych.
Premiera: 4 października 2013 o godz. 20:00 w Browarze Mieszczańskim.
Kolejne spektakle: 5, 6, 7, 8 października o godz.20.00
środa, 4 września 2013
Relacja z "Europe Live Game" - Ad Spectatores
Uniwersalny język teatru
W wakacje sezon ogórkowy w pełni, zatem nie powinna dziwić aktywność teatralna Ad Spectatores. Dyrektor Maciej Masztalski zaprosił do Wrocławia 13 aktorów z Węgier, Słowacji, Włoch, Niemiec i Gruzji oraz wspomagających ich byłych i obecnych aktorów działających na scenie Spectatorsów. Pod okiem Anny Ilczuk oraz Jana Naturskiego przygotowali oni dwa, jakże różne spektakle. Sierpniowy projekt jest prologiem do międzynarodowych spotkań, którego finał zaplanowany jest na 2016 rok, czyli Europejską Stolicę Kultury.
Pierwszy dzień rozpoczął spektakl "Wyspa - The Island" w reżyserii Anny Ilczuk. W ciągu ekstremalnie krótkiego czasu reżyser stworzyła świetną, składającą się z dwóch wątków etiudę. Mury Browaru Mieszczańskiego stają się schronem, w którym z jakiegoś powodu znaleźli się przypadkowi ludzie różnej narodowości. Główną barierą do poznania się jest oczywiście język. Od gestu do gestu wspólnymi siłami poznajemy naszych bohaterów. Druga część dotyczyła problemów z formalną stroną adaptacji obcokrajowców w naszym mieście i była kwintesencją Live Game. Korzystając z doświadczeń zdobytych w ciągu 3 dni we Wrocławiu, aktorzy ułożyli szereg scenek opisujących co na co dzień może spotkać obcokrajowca w stolicy Dolnego Śląska. Zatem staraliśmy się znaleźć tani nocleg (w tej scence świetny Péter Árvai), traf chciał, że od przypadkiem spotkanego bezdomnego a sam nocleg wcale nie był tani, czy też szukaliśmy urzędu wojewódzkiego, aby zameldować się na pobyt tymczasowy (brawa dla Sary). Ta część kończyła się znakomitą puentą, czyli wspólnym odczytaniem przez wszystkich zagranicznych aktorów regulaminu meldunku dla obcokrajowców, który zapisany jest oczywiście tylko w języku polskim.
Jakże inną stronę teatru zaprezentował nam Jan Naturski w drugi dzień Europe Live Game. Nie skupiał się na treści, czy zabawnych scenkach rodzajowych, a na formie. Spytał swoich aktorów o najprzyjemniejsze sceny z przeszłości, a następnie ubrał je w charakterystyczny gest, ruch, mimikę oraz słowo. Zatem na scenie zobaczyliśmy szereg zsynchronizowanych i zindywidualizowanych czynności. Na finał aktorzy zaprosili całą publiczność (rozochoconą i spragnioną możliwości wyrażenia siebie) do włączenia się w choreografię etiudy.
Maciej Masztalski, autor projektu Europe Live Game, idealnie wpasował się w ideę ESK 2016. Nie chodzi o wielkie międzynarodowe superprodukcje, sprowadzanie za miliony gwiazd światowej sceny muzycznej czy też innych nastawionych na masowego odbiorcę działań, ale o wiele inicjatyw oddolnych, które w różnorodny sposób pokażą coś oryginalnego, coś innego a jednocześnie związanego z Wrocławiem. Oprócz prezentacji teatralnych nie możemy pominąć spotkania w jednym z wrocławskich pubów, podczas którego zagraniczni goście prezentowali slajdy i opowiadali o artystycznym życiu w miastach z których pochodzą. Według planu 3-letniego, jeszcze nie raz spotkamy się z międzynarodową obsadą w Browarze, a na wielki finał zostaną zaproszeni wszyscy aktorzy biorący udział w projekcie od samego, jakże udanego początku.
Zdjęcia: Ad Spectatores
W wakacje sezon ogórkowy w pełni, zatem nie powinna dziwić aktywność teatralna Ad Spectatores. Dyrektor Maciej Masztalski zaprosił do Wrocławia 13 aktorów z Węgier, Słowacji, Włoch, Niemiec i Gruzji oraz wspomagających ich byłych i obecnych aktorów działających na scenie Spectatorsów. Pod okiem Anny Ilczuk oraz Jana Naturskiego przygotowali oni dwa, jakże różne spektakle. Sierpniowy projekt jest prologiem do międzynarodowych spotkań, którego finał zaplanowany jest na 2016 rok, czyli Europejską Stolicę Kultury.
Pierwszy dzień rozpoczął spektakl "Wyspa - The Island" w reżyserii Anny Ilczuk. W ciągu ekstremalnie krótkiego czasu reżyser stworzyła świetną, składającą się z dwóch wątków etiudę. Mury Browaru Mieszczańskiego stają się schronem, w którym z jakiegoś powodu znaleźli się przypadkowi ludzie różnej narodowości. Główną barierą do poznania się jest oczywiście język. Od gestu do gestu wspólnymi siłami poznajemy naszych bohaterów. Druga część dotyczyła problemów z formalną stroną adaptacji obcokrajowców w naszym mieście i była kwintesencją Live Game. Korzystając z doświadczeń zdobytych w ciągu 3 dni we Wrocławiu, aktorzy ułożyli szereg scenek opisujących co na co dzień może spotkać obcokrajowca w stolicy Dolnego Śląska. Zatem staraliśmy się znaleźć tani nocleg (w tej scence świetny Péter Árvai), traf chciał, że od przypadkiem spotkanego bezdomnego a sam nocleg wcale nie był tani, czy też szukaliśmy urzędu wojewódzkiego, aby zameldować się na pobyt tymczasowy (brawa dla Sary). Ta część kończyła się znakomitą puentą, czyli wspólnym odczytaniem przez wszystkich zagranicznych aktorów regulaminu meldunku dla obcokrajowców, który zapisany jest oczywiście tylko w języku polskim.
Jakże inną stronę teatru zaprezentował nam Jan Naturski w drugi dzień Europe Live Game. Nie skupiał się na treści, czy zabawnych scenkach rodzajowych, a na formie. Spytał swoich aktorów o najprzyjemniejsze sceny z przeszłości, a następnie ubrał je w charakterystyczny gest, ruch, mimikę oraz słowo. Zatem na scenie zobaczyliśmy szereg zsynchronizowanych i zindywidualizowanych czynności. Na finał aktorzy zaprosili całą publiczność (rozochoconą i spragnioną możliwości wyrażenia siebie) do włączenia się w choreografię etiudy.
Maciej Masztalski, autor projektu Europe Live Game, idealnie wpasował się w ideę ESK 2016. Nie chodzi o wielkie międzynarodowe superprodukcje, sprowadzanie za miliony gwiazd światowej sceny muzycznej czy też innych nastawionych na masowego odbiorcę działań, ale o wiele inicjatyw oddolnych, które w różnorodny sposób pokażą coś oryginalnego, coś innego a jednocześnie związanego z Wrocławiem. Oprócz prezentacji teatralnych nie możemy pominąć spotkania w jednym z wrocławskich pubów, podczas którego zagraniczni goście prezentowali slajdy i opowiadali o artystycznym życiu w miastach z których pochodzą. Według planu 3-letniego, jeszcze nie raz spotkamy się z międzynarodową obsadą w Browarze, a na wielki finał zostaną zaproszeni wszyscy aktorzy biorący udział w projekcie od samego, jakże udanego początku.
Zdjęcia: Ad Spectatores
Subskrybuj:
Posty (Atom)







